XXXIV rozdział >> piątek, 7 marca 2008 22:53:50 Pół roku później, Londyn
Pociąg sunął wolno w ciemności nocy otulonej delikatną nicią mgły.
Ciemno.
Wszędzie ciemno.
Tylko kilka świateł oświetlało ponury, zaspany pociąg, pociąg do nikąd.
Siedziała wygodnie w swoim przedziale tak całkiem sama wpatrzona w okno obserwując pojawiające się i znikające światła miast, w których mimo późnej pory wciąż tętniło życie.
Zmrużyła oczy i zadrżała jakby nagle zrobiło się zimno w przedziale. W jej pamięci wciąż był On, choć próbowała uciec i zapomnieć. Lecz gdy tylko przymykała powieki jego obraz się pojawiał tak całkiem żywy jakby stał tuż przed nią.
Spojrzała na srebrną bransoletę, która lśniła w delikatnym blasku.
- To już pół roku – szepnęła. Nawet się z nią nie pożegnał. Nie pojechał z nią na lotnisko. Dlaczego?
Zamknęła oczy i przywołała tamto wspomnienie. Stali w oświetlonym jedynie świecami pokoju. Dał jej tę bransoletę w podziękowaniu.
Nie, pomyślała. Ten napis, Kabhi Alvida Naa Kehna, oznaczał, że nie chce się z nią na zawsze żegnać. Spotkają się jeszcze. Dlatego nie pojechał na lotnisko. Uśmiechnęła się blado. Przetrwali. Dostawała meile od Andy’ego i listy od państwa Khan z zapytaniem kiedy ich odwiedzi. Ale ona nie była pewna czy kiedykolwiek odważy się tam wrócić. Indie to piękny i wspaniały kraj, lecz ona wiązała z nim wiele smutnych i bolesnych wspomnień.
Chociaż uporała się z lękami i wspomnieniami dotyczącymi krzywd jakie wyrządzili im gangsterzy, wciąż nawiedzały ja nocne koszmary.
Otworzyła oczy. Pociąg dalej sunął w ciemności obranego sobie kierunku.
Tak jak obiecała jechała na wesele Monity. Natalia cieszyła się bardzo ze szczęścia swoich przyjaciół, bo wiele im zawdzięczała. Ale dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nie potrafi zapomnieć o Rahulu. Czy tego właśnie spodziewała się Anjali? Czy właśnie dlatego postawiła na jej drodze swoją córeczkę?
Nigdy nie otrzyma na te pytania odpowiedzi, ale dzięki temu uporała się ze wszystkim.
Nad ranem z dworca odebrał ja Roy. Prawie by go nie poznała.
Co miłość czyni z ludzi, uśmiechnęła się w duchu.
Roy wydał się jej teraz bardzo atrakcyjnym mężczyzną i wiedziała, ze kobiety się za nim oglądają, ale on bez przerwy tylko o Monicie mówił.
- Jak przyjedziemy to będziesz mogła trochę odpocząć. Wszystko jest przygotowane już – zapewnił ją. Odpowiedziała mu delikatnym uśmiechem.
- Jeśli Monita da mi odpocząć – zażartowała.
- No, tak – westchnął – Nie mogła się już ciebie doczekać. Szczebiotała od kilku dni jak najęta, że jej Natali przyjeżdża.
- Oj, pewnie była denerwująca – zauważyła Natalia próbując wyobrazić sobie biegającą i popiskującą przyjaciółkę.
- Nie była zła, że nie przyjechałam na jej panieński? – zapytała niepewnie poważniejąc.
- Znasz ją. Troszkę się nadąsała ale przeszło jej – zapewnił Roy.
- To dobrze – ucieszyła się Natalia.
Dziesięć minut później była już w ściskana i całowana przez przyjaciółkę.
- Tak się cieszę, że już jesteś. Stęskniłam się okropnie – świergotała Monita – Wiesz, że państwo Khan też będą. Przyjadą za trzy godziny.
- To wspaniale – powiedziała Natalia i na chwilę zmarkotniała. Czy Rahul też będzie?, bała się na głos o to zapytać.
Dwie godziny dzieliły Roy’a i Monitę od wielkiej uroczystości.
Natalia nakręciła wilgotne jeszcze włosy na wałki i ubrana w jasny szlafrok weszła do pokoju. Na wieszaku wisiała piękna, długa suknia. Natalia podeszła do niej i przyjrzała się. Kiedy zobaczyła ją na wystawie stwierdziła od razu, że jest idealna. Miała głęboki śliwkowy kolor, ładne wycięcie z przodu przybrane brylancikami maleńkimi. Dopasowana u góry na dole rozchodziła się. Była delikatna i zwiewna. Spojrzała na zegarek w komórce.
- Pora się ubierać – szepnęła.
Cała uroczystość miała się odbyć w kościele położonym zaledwie pięć minut od domu pary młodej, natomiast przyjęcie weselne było zorganizowane w domowym ogrodzie.
Goście zebrali się w kościele i z niecierpliwością wyczekiwali rozpoczęcia uroczystości. Zabrzmiały organy i w drzwiach ukazała się para młoda a za nią świadkowie – Natalia i Andy.
- Panna młoda wygląda przecudnie ale jej świadkowa niczym nimfa – szepnęła jakaś kobieta do swojej sąsiadki.
Natalia przyglądała się z daleka parze młodej, gdy nagle usłyszała za sobą czyjś głos.
- Przepięknie wyglądasz – odwróciła się ostrożnie i ujrzała uśmiechniętego Rahula – Chyba się nie obrażą jeśli zabłądzimy w tym ogromnym ogrodzie – dodał wyciągając ku niej rękę. Przyjęła jego dłoń i już po chwili razem szli w stronę białej altany.
- Myślałem o tobie – przerwał chwilowe milczenie i dotknął jej policzka.
- Ja o tobie też – szepnęła przymykając oczy.
Nie potrzebowali wielu słów by zrozumieć to co czuja. Przyciągnął Natalię do siebie i przytulił. Pachniała tak słodko a zarazem egzotycznie. Jego serce i on sam był gotowy na nowe życie, na nową miłość.
- Zatańczymy? – zapytał i porwał ją do tańca w rytm muzyki.
W jego ramionach czuła się wyjątkowo. Mimo iż nie tańczyli szybko z powodu chorego kolana Rahula to i tak miała wrażenie jakby unosili się w obłokach. Delikatny dotyk jego dłoni na jej plecach, bliskość jego ciała, bicie serca, oddech.
- Nie zostawiaj mnie – szepnęła drżącym głosem – Jestem cała twoja.
Przytulił ja mocniej do siebie. Nie chciał by ten dzień kiedykolwiek się kończył, lecz wierzył, że następne będą jeszcze lepsze.
- Powinniśmy wracać – powiedziała zła, że muszą przerywać tak magiczny moment. Już schodziła po schodach, gdy Rahul chwycił ja za rękę. Dopiero teraz uzmysłowił sobie, co dała mu Jaya kiedy wychodzili z kościoła. Wyciągnął malutki przedmiot z kieszeni i przyklęknął przed Natalia.
- Czy zostaniesz moją żoną, Natalio? – zapytał patrząc jej prosto w oczy.
- Tak – wydobyła z siebie wzruszona. Nałożył jej pierścionek na palec i pocałowali się.
- Dla ciebie narodziłem się na nowo – powiedział i zaczął śpiewać a Natalia mu wtórowała:
Jest takie miejsce
Takie miejsce
Gdzie dwa serca się spotykaja
Weź mnie za rękę o piękna!
O piękna!
Bo twej promiennej skóry blask,
Ciemnych oczu spojrzenie,
Oczu spojrzenie.
Twój uśmiech, co sprowadza rzęsisty deszcz
Twe falujące biodra
Falujące biodra
O piękna!
Uczyniłaś mnie najszczęśliwszym człowiekiem
O piękna!
Nie pozwól by me serce było kiedykolwiek bezdomne.
Twej skóry promienny blask
Promienny blask
Przyprawia mnie o zawrót głowy
Twych ciemnych oczu spojrzenie
Oczu spojrzenie
Przyspiesza mego serca bicie
O piękna!
Ty i ja
Życie na nowo dałaś mi
Na nowo dałaś mi
Pomalowałaś mój świat barwami swej miłości
O piękna!
Weź mnie za rękę i poprowadź do miejsca,
Gdzie dwa serca się spotykają
Serca się spotykają
O piękna!
Słońce leniwie wyłoniło się nad horyzont oznajmiając światu nowy dzień. Jednak tej nocy nikt w domu państwa Khan nie spał. Nie było też głośno. Wręcz przeciwnie – cisza przepełniała ich dom nieustannie. Jedyne, co ją przerywało, stanowił rodziny płacz za dzieckiem. Choć Natalia była nijak powiązana z Sarą, traktowała ją jak własną córkę. Z Willem nigdy nie myślała o dzieciach, po prostu nie miała kiedy. A teraz – nie mogła przeboleć śmierci tego dziecka. Opiekowała się małą, może gdyby nie zabierała jej z tamtego szpitala, gdyby dziewczynka była pod ciągłą opieką…. Może wtedy by przeżyła.
Chociaż przywożąc ją tutaj dała jej szczęście – Sara spotkała swoją babcię i dziadka, przed odejściem mogła spędzić te ostatnie chwile z rodziną.
I to pocieszyło Natalię. Wiedziała, że mała odeszła szczęśliwa, do ukochanej mamy. Do Anjaali.
- Nie ma, co gdybać – szepnęła do siebie i podeszła do okna. Cała rodzina Khan przybyła do posiadłości, a w chwili obecnej na podjazd wjechała czarna limuzyna, z której wysiadł Abhay Kapur we własnej osobie a obok niego zaraz pojawia się piękna młoda kobieta, jego nowa żona. Kobieta miała na sobie obcisłą, elegancką garsonkę w blado różowym kolorze. Natalią aż zatrzepało ze złości. Wzięła kilka głębszych wdechów i odwróciła się od okna. Wzięła leżącą białą chustę i wyszła z pokoju.
- Za dwie godziny rozpoczną się uroczystości pogrzebowe – usłyszała głos pana Khana. Zeszła po schodach i zobaczyła jak mężczyzna wita się z byłym zięciem i jego małżonka.
- Typowa angielka – burknęła pod nosem Natalia.
- Święta racja – usłyszała za sobą i spojrzała na stojącego obok niej Andy’ego. Agent trzymał w rękach misia Sary. Uśmiechnęła się do niego blado i oboje zeszli do wielkiego salonu, gdzie zebrała się cała rodzina.
- Chcę zabrać ciało Sary do Anglii – powiedział bez ogródek Abhay – Chcę ja tam pochować.
- Jakim prawem!? – oburzył się Rahul, gniewnie spoglądając na dawnego przyjaciela.
- Prawem ojca – odpowiedziała za męża kobieta.
- Jak dobrze pamiętam – wycedziła przez zaciśnięte zęby Natalia – Zrzekł się pan paw do małej.
- Ciało Sary zostanie spalone a jej prochy rozsypane – powiedział stanowczo dziadek Sary.
- Przecież Anjali i Sara były katoliczkami i ... – wtrąciła się znowu kobieta.
- Anjali przeszła na katolicyzm po tym jak poznała Rahula – powiedziała pani Jaya.
- Ale Sara urodziła się i przyjęła chrzest w Anglii – upierał się Abhay.
- Mimo to jej korzenie pochodzą z Indii - powiedział ostro pan Darshan – Cała uroczystość już została zaplanowana. Ciało Sary zostanie spalone a jej prochy rozsypane. Wyrzekłeś się jej więc ten obrzęd wykonają Rahul i Natalia. Kapłani odprawia cała uroczystość – zdenerwowany mężczyzna wyszedł z salonu. Zaraz za nim udali się pozostali członkowie rodzin.
- Jak mogłeś to zrobić! – usłyszała schodząc na dół na rozpoczęcie pogrzebu.
- Nic nie rozumiesz – zdenerwował się Abhay chwytając Rahula za ramiona i potrząsając nim – Straciłem Anjali! Nawet nie wiesz jak ciężko było mi żyć z nią, mając świadomość, że mnie nie kocha. Wciąż rozpamiętywała ciebie!
- Ale to nie powód odpychać od siebie Sary – oburzył się Rahul.
- Chciałem zacząć życie od początku – warknął Abhay i szybko oddalił się.
Natalia stanęła obok Rahula i położyła mu dłoń na ramieniu.
- Nie warto się nim denerwować – stwierdziła gorzko.
Po pogrzebie Natalia siedziała samotnie na werandzie i rozmyślała nad tym, co teraz będzie.
- Kochanie? – usłyszała cichy głos Monity.
- Zastanawiam się, co teraz – westchnęła przyciągając mocniej do siebie poduszkę. Monita usiadło obok niej – Straciłam męża, z którym tak naprawdę niewiele mnie łączyło. Jednak brnęłam w to dalej. Bynajmniej nie byłam sama, bo Will zawsze wracał – wzruszyła ramionami i pozwoliła by pierwsze łzy spłynęły po jej policzkach – Pokochałam Sarę jak własne dziecko – ciągnęła dalej –Mała rozbudziła we mnie uśpiony instynkt macierzyński a teraz..... teraz i ona odeszła – łkała cicho – Nie potrafię po tym wszystkim pozytywnie myśleć, chociaż powinnam. Mam z czego się cieszyć, przecież wyszliśmy cało razem z Rahulem z tego piekła.
- Jeśli mogę ci coś doradzić – zaczęła łagodnie Monita – To wróć na jakiś czas do Polski. Do rodziny. Odpocznij, przemyśl sobie wszystko. Masz jeszcze czas do odczytania testamentu Willa. Potem zadecydujesz, co dalej.
- Masz racje, wrócę do domu i to jak najszybciej – zadecydowała stanowczo blado się uśmiechając do przyjaciółki – A ty i Roy?
- Wrócimy do Anglii. O nas się nie martw, ale jak coś to zostaniesz moja świadkową prawda? – przytuliła przyjaciółkę Monita.
- Oczywiście – odparła uśmiechając się lekko – Jakże bym śmiała odmówić!
- To kiedy chcesz wyjechać? – zapytała niepewnie Monita. Natalia wstała i weszła do pokoju. Podeszła do komody i wzięła z niej telefon, po czym wybrała numer i już po chwili miała zarezerwowany najbliższy lot do Polski.
- Jutro z samego rana mam samolot – oznajmiła – Zacznę się pakować. Monita, dziękuję z całego serca za to wszystko, co dla mnie, Sary i Rahula uczyniłaś. Za to, ze nie zwątpiłaś we mnie i wytrwałaś dzielnie. Za to, że zawsze mogłam na ciebie liczyć – powiedziała i przytuliła mocno przyjaciółkę.
Nagle do pokoju wszedł zdenerwowany Roy.
- A to bydle! – warknął i zaczął nerwowo chodzić tam i powrotem.
- Co się stało? – zaniepokoiła się Natalia.
- Już pojechali na lotnisko, ten cały Kapur i jego żoneczka – rzucił nie przestając krążyć – I jeszcze pokłócił się z dziadkami zmarłej Sary i obraził ich! Nawet nie jestem w stanie powtórzyć tych oszczerstw pod ich adresem i pod twoim. Stwierdził, że odebrałaś mu dziecko!
- Roy – powiedziała łagodnie Natalia i podeszła do mężczyzny, kładąc na jego spiętych ramionach dłonie – To już nie ma znaczenia. Wyjechali a jutro z samego rana ja wracam do Polski.
Mężczyzna spojrzał na nią zaskoczony. Powoli złość ustępowała a w jej miejsce pojawił się smutek. Dopiero teraz zaczęły docierać do niego słowa Natalii. Dotarło do niego, że już nie jest jej ochroniarzem i nie będzie sprawował nad nią pieczy, nie będą mieszkać blisko siebie. Uświadomił sobie, że nadeszła chwila rozłąki. Miał co prawda przy sobie Monite, kobietę którą mocno kochał, ale Natalia była dla niego jak młodsza siostra.
- Odwiozę cię na lotnisko – powiedział cicho – A my? – zwrócił się do ukochanej.
- Zostaniemy jeszcze trochę i wrócimy do Anglii. Mój urlop dobiega końca, czas zdać relacje z wyprawy do Indii – uśmiechnęła się blado.
Była już spakowana i właśnie wracała do pokoju po kolacji, która odbyła się w ponurej atmosferze.
- Natali – usłyszała znajomy głos. Weszła do pokoju oświetlonego jedynie dużą ilością świec. Przy oknie stał Rahul i trzymał cos w dłoni. Stanęła obok niego i wpatrywała się w jego twarz.
- Wiem, że jutra wracasz do swojej ojczyzny – mówił cichym, drżącym głosem – Dziękuję ci za wszystko. Za opiekę nad Sarą, za odnalezienie mnie i uratowanie mi życia. Za to iż byłaś przy mnie i walczyłaś przy moim boku, trzymałaś mnie za dłoń i wyprowadziłaś z mroków do światła. Nigdy ci tego nie zapomnę – odwrócił się tak iż teraz stali twarzą w twarz. Uśmiechnął się delikatnie i włożył coś w jej dłoń – Wspomnij mnie czasem – dodał i pocałował ją w czoło, po czym wyszedł. Natalia stała w pokoju nieruchomo, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu. Dotarło do niej, że to już koniec, że czas by wracać.
Podniosła rękę i roztworzyła ja. Na dłoni zajaśniała srebrna bransoleta na rękę z malutkimi dzwoneczkami. Odwróciła ja i dostrzegła napis:
"Kabhi Alvida Naa Kehna"
Poczuła, że łzy spływają po jej policzkach. Otarła je szybko i pobiegła do swojego pokoju.
Patrzył jak wsiada do czarnego samochodu i odjeżdża, oddala się od niego. Stał przy oknie zastanawiając się jaki sens ma jego życie. Co pocznie ze złamanym sercem i dusza? Czy znajdzie się ktoś kto go uleczy?
Jedyna osoba, która rozumiała go najlepiej właśnie odeszła. Odwrócił się i spojrzał nieprzytomnym wzrokiem po pokoju. Na komodzie leżał oprawiony w skórę i pięknie zdobiony album, który zawierał wszystkie zdjęcia jakie zostały zrobione podczas pobytu Natalii w Indiach. Zawierał zdjęcia Sary, Roy’a, dziadków, Monity i oczywiście jego. Nawet Maksiu, ulubiona maskotka Sary, znalazł się na fotografii.
- Musze jej to dać – szepnął i kulejąc na jedną nogę zszedł do holu. Zastał tam Andy’ego rozmawiającego przez telefon. Kiedy przyjaciel skończył, poprosił by zawiózł go na lotnisko.
- Przecież nie chciałeś? – zdziwił się Andy.
- Musze jej to dać – tłumaczył – By mogła odnaleźć sens naszego utraconego życia.
Wsiedli do samochodu i od razu wyjechali.
Niestety po drodze na lotnisko natrafili na straszliwe korki. Chwilę wcześniej na tej drodze zderzyły się samochody i utrudniły pozostałym kierowcom ruch. Zdenerwowany Rahul zerkał nerwowo na zegarek.
Pół godziny później byli na miejscu. Rahul szedł na tyle szybko na ile pozwalała mu chora noga. Rozejrzał się i podszedł do obsługi lotniska.
- Namaste, czy samolot do Polski już odleciał? – zapytał.
- Jeszcze nie, pasażerowie dopiero wchodzą na pokład. Wiedziony nadzieją poszedł do miejsca odpraw. Zdążył jedynie zobaczyć jak znika za drzwiami, które natychmiast się za nią zamknęły. Stał bezradnie w nadziei, że jednak to nie ona.
- Samolot z Indii do Polski za chwile startuje – usłyszał głos dobiegający z głośników.
Nie zdążył.
XXXII rozdział >> czwartek, 21 lutego 2008 00:10:11 Sara wstała bardzo wcześnie. Zeszła ze swojego łóżka i trzymając w rączkach Maksia cichutko wyszła. Dziewczynka podreptała w wybranym przez siebie kierunku nucąc piosenkę, jaką śpiewała jej Natalia. Kiedy dotarła do celu, zatrzymała się przy ogromnych drzwiach. Rozejrzała się uważnie i weszła do środka. Na dużym łóżku, okryty jedynie prześcieradłem, wtulony w poduszkę spał Andy. Dziewczynka podeszła bliżej i dostrzegła na pięknej komodzie stojącej niedaleko kartki papieru. Chwyciła jedną i kredką, którą ze sobą zabrała napisała:
Dziekuje ci wuju i prose opiekowac się wujem Rahulem
i
ciociom Nataliom oraz Maksiem
Kocham
Sara
Po czym złożyła karteczkę i położyła razem z misiem na poduszce obok głowy mężczyzny. Uśmiechnęła się, pogładziła Andy’ego po ciemnych włosach i pocałowała w policzek, po czym wybiegła nim się obudził.
Poczuł ciepłe muśnięcie w policzek, a po chwili dotarł do niego trzask drzwi. Przetarł dłonią oczy i rozciągnął się. Nagle coś spadło mu na rękę.
- Maks? – zdziwił się widząc pluszaka Sary – A to, co takiego? – wziął do ręki kartkę i zaczął czytać.
Kiedy skończył chwilę wpatrywał się w misia. Westchnął ciężko i zaczął się szybko ubierać. Obiecał, że pojedzie do szpitala po Rahula i Natalię.
W tym czasie Natalia i Rahul czekali na przyjaciela w jednej Sali. Chwilę wcześniej dostali ostatnie zalecenia od lekarzy, którzy przykazali im by dbali o siebie i unikali stresowych sytuacji.
- Chce już zobaczyć Sarę – szepnęła Natalia, kiedy zostali sami i niecierpliwie oczekiwali przyjazdu Andy’ego.
- Zaraz się z nią zobaczymy – zapewnił ją Rahul.
- Jak myślisz, kiedy Anjali zabierze mała? – zapytała niepewnie przygryzając nerwowo wargi. Rahul zamknął oczy.
- N-nie, nie wiem... – szepnął drżącym głosem. Nie mogli dłużej na ten temat rozmawiać. Bolało ich to bardziej niż wszystkie tortury, jakich doświadczyli. Nagle do pokoju wszedł radosny Andy.
- To, co gotowi do opuszczenia tego miejsca? – zapytał uśmiechając się do nich. Rahul odwzajemnił uśmiech i podał przyjacielowi torbę – Macie wszystko?
- Chodźmy już – poprosiła Natalia.
Wyszli powoli, nie spiesząc się. Na zewnątrz było przyjemnie i ciepło. Natalia miała wrażenie iż zapomniała jak to jest cieszyć się życiem, każdą chwilą. Jak wspaniałe są promienie słońca, podmuch delikatnego wiatru na jej skórze. Ludzie gdzieś pędzili a ona poczuła się tak całkiem obco. Czy naprawdę może ją jeszcze coś dobrego czekać w życiu? Z pomocą Andy’ego wsiadła do samochodu, by po chwili wszyscy mogli udać się do posiadłości Khanów.
- Saro, chodź ze mną na podwórko – zawołała na dziewczynkę babcia. Mała posłusznie poszła za nią i kiedy tylko wyszła na zewnątrz zobaczyła nadjeżdżający samochód i zatrzymujący się przed nimi. Z auta wysiedli Andy, Rahul i Natalia. Dziewczynka pisnęła ze szczęścia i zbiegła ze schodów prosto w ramiona Natalii.
- Ciocia – Sara przywarła do Natalii i nie chciała wypuścić jej ani na chwilę z objęć.
- A ze mną to już się nie przywitasz? – zażartował Rahul udając obrażonego. Sara cmoknęła go w policzek, lecz nie puściła Natalii.
Od razu poszli razem do ogrodu i tam się bawili przez większość dnia. Sara biegała po łące w wianuszku z kwiatków, który zrobiła jej Natalia.
- Jestem Księżniczką Elfów – krzyczała podekscytowana. Położyła się na kocyk między Rahulem a Natalią i wpatrywali się razem w piękne niebo, a kiedy jakiś obłoczek jasny się pojawiał wymyślali, co im on przypomina.
- A ten jest podobny do ciastka – stwierdził Rahul pokazując chmurkę.
- Jestem głodna – stwierdziła ze słodką minką Sara.
- To może pójdziemy do kuchni i cos razem przyrządzimy? – zaproponowała Natalia wstając z koca. Trzymając się za ręce poszli do domu. W kuchni pomogła im babcia.
- To może słodkie Ladoo ? – zapytała kusząco, a cała trójka pokiwała radośnie głowami.
Natalia zaczęła nucić piosenkę :
Moje stopy po chmurach stąpają.
Jeden przypadkowy uśmiech i moje serce z radości nuci hmmm ....
Rahul odpowiedział :
Jeden przypadkowy uśmiech i moje serce z radości nuci hmmm ....
Bo moje serce z radości nuci hmmm ....
Natalia:
Zapach unosi się w powietrzu i moje serce nuci radosne hmmm....
Ten cudowny zapach Ladoo roznosi się po całym domu w radosnym hymmm....
Twoja dłoń w mojej jak lekki powiew wiatru
Jest dokładnie taki, o jakim marzyłam.
Rahul :
Czy jest zjawą, czy tylko snem?
Tak chciałbym, żeby nie zniknęło
Ponieważ…
Moje serce z radości nuci hmmm.....
Rozświetla mrok.
Pozwól mi stać na wiatru falach
Natalia :
W ramionach trzymasz
Księżycowy blask.
Słów Twych moc, dzięki nim, Ja i Ty.
Radosny śpiew ptaków
A moje serce nuci hmmm...
Rahul chwytając Sarę w ramiona:
Podaj mi swą dłoń
Jesteś moja Królowa najpiękniejszą serca
W ramiona wezmę cię, pójdziemy na krańce ziem
Bo moje serce nuci radosne hymmm....
Słodkie Ladoo jak nektar z kwiatów smakuje nam
Jeden przypadkowy uśmiech i ciemności rozproszą się
Natalia i Rahul razem:
Jeden przypadkowy uśmiech i moje serce z radości nuci hmmm ....
Bo moje serce z radości nuci hmmm ....
Moje stopy po chmurach stąpają w rytmie radosnego hmmm....
Wieczór nastał a oni dalej śmiali się radośnie i bawili w wielkim salonie. Obserwowali ich dziadkowie oraz Andy, Monita i Roy.
- Byliby piękną rodziną – szepnął Monicie do ucho Roy. Kobieta skinęła głową i otarła szybko pojedynczą łzę.
- Czas do łóżka – zawołała radośnie Natalia. Andy wziął Sarę na ręce i poszli razem do pokoju.
Kiedy mała leżała już w łóżeczku usiedli przy niej Natalia i Rahul. Mała spojrzała na nich.
- Dziękuje – uśmiechnęła się po czym niepewnie spojrzała na nich – Czy mogę odejść?
- O-Odejść? Dokąd? – spytała zlękniona Natalia. Czyżby to już?
- Bardzo was kocham, ale chce do mamy – powiedziała mała ze smutną minką. Wzięła Natalię za rękę, po czym drugą chwyciła Rahula i złączyła ich ręce. Uśmiechnęła się i szczęśliwa zasnęła. Natalia pocałowała ją w czoło.
- Saro? – zapytała niepewnie, lecz nie było odpowiedzi.
- S-ssaro! – jęknął przez zaciśnięte gardło Rahul.
Do pokoju wszedł Andy i zatrzymał się przerażony.
- C-co...? – nie dokończył bo zrozumiał. Sara odeszła już na zawsze.
- Bynajmniej nie cierpiała – drżącym głosem powiedziała Natalia i wtuliła się w ramiona Rahula, który cicho łkał.
XXXI rozdział >> niedziela, 10 lutego 2008 23:29:22
Szpital - Pięć dni później
- I tak to wszystko wyglądało – opowiedziała wszystko swojej przyjaciółce Natalia.
- Czyli… czyli… - mówiła Monita przez łzy. – Mała… ona… odejdzie…?
W tej chwili do sali został przywieziony Rahul na wózku inwalidzkim, obok stała pielęgniarka z drugim, takim samym urządzeniem.
- Witajcie – powitał je mężczyzna. – Monito, zostawisz nas samych? Panie również mogłyby nam dać chwilkę? – zwrócił się do pielęgniarek.
Kobiety wyszły zerkając na siebie ze zdziwieniem. Rahul podjechał do Natalii i spojrzał w jej piwne oczy. Było w nich tyle skrywanego żalu, tyle bólu i cierpienia, którego nigdy u nikogo nie widział.
- Chciałem… Co się stało?
- Sara… Ona… - zaszlochała kobieta. – Anjali ją wkrótce zabierze…
W pierwszej chwili po usłyszeniu imienia swej ukochanej zamarł. Anjali wyprowadziła ich z tego budynku na chwilę przed wybuchem. Dlaczego? Pomyślał. Natalia spojrzała na Rahula, a on na nią. I znowu w jej oczach widać było ten ból i cierpienie, strach przed nieznanym. Z kolei po Rahulu kobieta poznała tylko, że jest zdziwiony, skąd Natalia może to wiedzieć. Widać było iż pokochał małą jak własną córeczkę. Bezwiednie położył dłoń na jej ręce i ścisnął. Niepewnie odwzajemniła jego uścisk i spojrzeli sobie prosto w oczy tak zupełnie inaczej. Tym razem znaleźli nadzieję i ukojenie. Może Anjali ma rację? Może czeka na nich jeszcze coś dobrego?
Pukanie...
Skrzypienie drzwi...
Monita.
A oni ciągle siedzieli wpatrzeni w głębię swoich oczu.
- Przykro nam ale musicie przełożyć rozmowę na później, a w chwili obecnej udać się na badania –oznajmiła łagodnie przełożona pielęgniarek podchodząc do łóżka Natalii – Pomogę ci dziecinko przejść na wózek. Lajjo, zajmij się panem Rahulem i przewieź do sali 205. Tam będzie czekał na niego doktor.
Po badaniach pielęgniarki odwiozły ich do pokoi. Natalia położyła się i przez dłuższą chwilę wpatrywała się nieobecnym wzrokiem a sufit, natomiast Rahul usnął od razu w swoim łóżku szpitalnym.
Andy siedział z małą Sarą, której się polepszyło na tarasie.
- Tatuś będzie tęsknił za mną? – zapytała nagle.
- Twój tatuś bardzo tęskni za tobą na pewno – odparł Andy za bardzo nie wiedząc, co tak naprawdę ma na myśli Sara.
- Zaopiekujecie się Maksiem? – znów zadała dziwne pytanie dziewczynka – Bo tam gdzie ja idę on na razie nie może iść – dodała z powagą.
- A dokąd ty się wybierasz? – spojrzał zaciekawiony na nią.
- Do mamusi idę i Aniołków – odparła spokojnie dziewczynka. Agent znieruchomiał. Zamrugał kilkakrotnie i z niedowierzaniem spojrzał na siedzące na jego kolanach dziecko. Ta mała kruszynka wie, że umiera, przeraził się, i mówi to tak spokojnie!
Sara uśmiechnęła się i dotknęła jego policzka.
- Jesteś panem policjantem, zaopiekowałeś się wujkiem Rahulem i ciocią Natalką, więc na pewno zaopiekujesz się także Maksiem – powiedziała radośnie.
- Tak, zaopiekuje – to były jedyne słowa jakie zdołały wyjść z jego zaciśniętego gardła.
Całej rozmowie przysłuchiwała się Monita wraz z babcią Sary. Obie kobiety końcami dupatt ocierały spływające po policzkach łzy i cichutko łkały.
- Jak się dziś czują? – szepnęła pani Jaya odwracając się i idąc w kierunku fotela.
- Coraz lepiej. Lekarze mówią, że za dwa dni będą mogli opuścić szpital – oznajmiła Monita siadając obok kobiety.
- Tak bardzo się cieszę, ale jeszcze czeka nas najgorsze.... – westchnęła pani Jaya. Monita przygryzła wargi i spojrzała w stronę tarasu. Powinniśmy zawiadomić ojca małej, pomyślała dziennikarka. Nie chciała tego robić sama. Wstała i poszła na górę. Spotkała tam pielęgniarkę dziewczynki i razem zadzwoniły do pana Kapura z wiadomością, iż stan jego córki nie jest najlepszy. Pan Kapur był oburzony, że dopiero teraz go zawiadamiają i chciał koniecznie rozmawiać z Natalią. Było Monicie ciężko wytłumaczyć, że w chwili obecnej Natalia jest w szpitalu.
- Panie Kapur mamy jeszcze coś do przekazania – zaczęła niepewnie kobieta. Wzięła głęboki oddech i powiedziała – Pański przyjaciel, Rahul.... on... on żyje i ... i my go znaleźliśmy.... – w słuchawce nastała cisza.
- Żyje... – tylko tyle usłyszała zanim nastąpiło rozłączenie połączenia. Monita odłożyła słuchawkę i zdziwiona spojrzała na pielęgniarkę. Chwilę później Monita dzieliła się wszystkimi informacjami i przemyśleniami z Royem.
- Myślisz, że ten cały Kapur przyjedzie tu? – zapytał Roy spoglądając na Monitę. Nie cierpiał gościa za to, że oddał Sarę do hospicjum i więcej do niej nie przyszedł.
- Nie mam pojęcia, ale czy to ma jakieś większe znaczenie dla nas? – odpowiedziała po chwili zastanowienia kobieta i oparła głowę na ramieniu Roy’a. Najważniejsze było, że Natalia i Rahul żyją i powoli wracają do zdrowia.
- Mam nadzieję, że jeszcze z nimi się zobaczy – westchnął ciężko i ucałował ukochaną w czoło.
- Ja też Roy, ja też – szepnęła Monita – Lekarze niedługo ich wypiszą. Sara się ucieszy jak ich zobaczy, dlatego powiedziałam, że za kilka dni będzie niespodzianka.
Roy uśmiechnął się i przytulił Monitę.
W tym samym czasie w szpitalu
Obudził go czyjś dotyk. Otworzył powoli oczy i ukazał mu się cudny widok. Anielska twarz pochylała się nad nim, a jedwabiście gładka dłoń odgarniała kosmyk niesfornych włosów z jego twarzy. Miała delikatne, brzoskwiniowe usta. Piękne rysy twarzy i ciemne włosy. Dopiero teraz uświadomił sobie jak jest piękna. Ale czy w jego sercu jest miejsce na nową miłość? Czy jest gotów po raz drugi tak mocno pokochać?
- Hej – odezwała się niepewnie uśmiechając się i siadając na krzesło stojące obok łóżka.
- Witaj – odparł przypatrując się jej uważnie.
- Nie mieliśmy wtedy czasu porozmawiać – zaczęła odwracając spojrzenie od niego – Chciałam... wszystko powoli zbliża się ku końcowi. Odnalazłam cię tak jak obiecałam Anjali...
- Dziękuję ci z całego serca za to wszystko, co zrobiłaś dla nas, bo mówię tu też o Sarze – odparł uśmiechając się do niej – Trudno nam będzie zacząć żyć. Czeka nas jeszcze najgorszy moment... – jego glos lekko zadrżał.
- Mogę się przytulić do ciebie? – szepnęła Natalia i zerwała się z krzesła. Usiadła na łóżku i oboje przytulili się do siebie. Ich serca złączyły się w jeden rytm, ich oddechy zlały się w jedno. Czuli ciepło swoich ciał. Natalia zaczęła cichutko łkać. Kiedy Sara odejdzie, co ona pocznie?
Straciła męża i przeżyła w ostatnich tygodniach najtrudniejsze chwile w swoim życiu.
Jednak w tej chwili, w ramionach Rahula odnajdywała coś, czego nigdy nie znalazła u Willa. Ciepło, troska, wyrozumiałość emanowały od tego tak naprawdę obcego mężczyzny.
Poczuła jak delikatnie odgarnia włosy z jej twarzy, gładzi ją po rozgorączkowanym policzku, ociera łzy. Położyła głowę na jego piersi i wsłuchała się w rytmiczne bicie jego serca. Zamknęła oczy w nadziei, iż ta chwila będzie trwać wiecznie.
Rahul mocniej przytulił do siebie Natalie i pocałował w czoło. Wziął głęboki oddech, zamknął oczy i pogrążył się w ciszy, wolny i spokojny. Pojedyncze łzy spłynęły po jego policzku. Teraz już naprawdę może zacząć żyć na nowo.
Komórka Andy’ego wściekle wibrowała dając do zrozumienia, że osoba dzwoniąca ma pilną sprawę. Przez pierwszą chwilę agent lekceważył dzwoniący telefon, lecz zrezygnowany podszedł do stolika i spojrzał na wyświetlacz. To Skif bez przerwy do niego wydzwaniał. W końcu niechętnie Andy odebrał telefon. Zszokowany mężczyzna usiadł na krześle, po czym zerwał się jak oparzony i wybiegł z pomieszczenia. Na schodach wpadł na Roy’a i Monitę.
- Jedziemy do szpitala, natychmiast! – krzyknął niezrozumiale ciągnąc Monitę za rękę – Roy prowadzisz – dodał rzucając mu kluczyki od samochodu.
- Andy, co się dzieje? – zapytała Monita biegnąc za Travisem. Mężczyzna jej nie odpowiedział. Wsiedli do auta i ruszyli w drogę.
- Wyjaśnisz nam, co u licha się dzieje? – zdenerwował się Roy chcąc wiedzieć dlaczego Andy każe im jechać do szpitala. Lecz mężczyzna był w zbyt wielkim szoku by im odpowiedzieć.
Przed szpitalem czekał na nich Saif.
- Niebiosa ich błogosławią – powiedział niezrozumiale Skif i poprowadził ich na izbę przyjęć.
- Powiedzcie mi, co się dzieje! – krzyknęła zezłoszczona Monita zatrzymując się przed wejściem do pokoju szpitalnego.
- Proszę wejść i samej się przekonać – powiedział łagodnie Saif, otwierając drzwi. Najpierw do pomieszczenia wszedł Andy, potem Monita z Roy’em.
Na łóżku bezwładnie leżała postać. Miała zamknięte powieki i spierzchnięte wargi. Jedną rękę miała zabandażowana, a do drugiej podłączona była kroplówka.
Monita stała nieruchomo ze ściśniętym gardłem. Bała się podejść bliżej.
- Natalka? – szepnęła niepewnie przez łzy i powoli ruszyła w stronę Natalii.
- Doktorze, co z nią? – zapytał Andy, gdy tylko mężczyzna pojawiał się w pokoju.
- Nawdychała się opar i kurzu, co podrażniło jej płuca. Ma wypalone znamię na ręce, przez co wdała się infekcja. Kilka drobniejszych zadrapań i stłuczeń ale wyjdzie z tego. Jest silną kobietą – oznajmił doktor badając swoja pacjentkę.
- Skoro Natalia... to Rahul musi też.... – zauważyła Monita, która siedziała przy przyjaciółce i gładziła ją po dłoni.
- Państwa przyjaciel jest na innej sali – powiedział lekarz – Ma podobne obrażenia jak pani Smith, z tym, że doznał silnego urazu kolana i przeziębił je. Niestety, nie wróży to nic dobrego, jeśli doszło do uszkodzenia nerwu. Na razie jego stan jest stabilny.
Andy z Roy’em udali się do sali na końcu korytarza, a Monita została przy Natalii.
Natalia biegła ciemnym, niskim, zimnym tunelem. Czuła pod stopami lodowatą wodę. Brakowało jej powietrza w płucach. Była zmęczona, głodna i zziębnięta. Pragnęła się zatrzymać. Nagle nastąpił wybuch. Upadła krzycząc. Nie chciała się podnosić, ale poczuła, że ktoś to robi za nią. Duszące opary unosiły się teraz w powietrzu tego niewielkiego, lecz długiego tunelu. Gdzie byli? Co się działo kilka metrów nad nimi? Nie miała czasu, by zastanawiać się. Ciągnięta przez czyjąś rękę biegła przed siebie. Kolejna eksplozja.
Upadła na coś twardego. Poczuła pieczenie na łokciach i słone łzy spływające po brudnych jej policzkach. Zamknęła powieki i policzyła do dziesięciu, a kiedy otworzyła oczy nie mogła zrozumieć, co się stało. Leżała na pięknej zielonej trawie. Słońce przyjemnie świeciło, a wiatr delikatnie owiewał jej ciało. Podniosła się, nie czując zmęczenia ani bólu. Spojrzała na siebie. Była ubrana w piękny czerwono-biały salwar kameez. Rozejrzała się dookoła i dostrzegła w oddali altanę. Wiedziona dziwnym przeczuciem udała się tam, a kiedy była niedaleko dostrzegła czekającą na nią osobę. Tą osobą była Anjali. Jak zwykle była ubrana w piękne białe sari i uśmiechała się do Natalii.
- Dziękuję – przemówiła łagodnym głosem – Teraz będę mogła zaznać spokoju. Lecz niedługo wrócę.
- Nie rozumiem? – szepnęła Natalia siadając obok kobiety.
- Przyjdę po moją córeczkę, po moją Sarę – rzekła spokojnie odgarniając niesforny kosmyk z twarzy.
- Czy to konieczne? – zapytała z nadzieją Natalia. Anjali uśmiechnęła się tylko.
- Jej czas już się kończy. Pozwolę wam się jeszcze z nią pożegnać – odparła.
- Co teraz będzie?
- Zaczniecie żyć, naprawdę żyć – roześmiała się Anjali – Macie jeszcze dużo czasu i wiem, że wykorzystacie go najlepiej, jak tylko będziecie umieli.
- To nie takie proste – westchnęła Natalia, spuszczając głowę.
- Nie bój się, Natalio. Życie jest piękne i pełne niespodzianek, których się nawet nie spodziewamy. Wiem, że będzie wam ciężko, ale poradzicie sobie. Wspomnienia bolesne będą zawsze z wami, ale nie traćcie wiary w szczęście, miłość i nowe jutro. Cieszcie się życiem, kochajcie i spełniajcie swoje marzenia – tłumaczyła i pocieszała Natalię Anjali.
- To ty nas wyprowadziłaś? – zapytała. Hinduska tylko się uśmiechnęła.
- Chociaż tyle mogłam dla niego zrobić. Pozwolić mu się ostatni raz zobaczyć, pożegnać i zabrać pustkę z jego serca, by ktoś inny wypełnił je miłością – powiedziała, pochodząc do Natalii – Żegnaj przyjaciółko – dodała całując Natalie w czoło.
Natalia znów biegła przez tunel. Nie była jednak sama, bo był z nią Rahul. Biegli po wolność, ku życiu.
Andy szedł długim korytarzem na ściągnięcie szwów i opatrunków. Jednak szedł szczęśliwy i spokojny. Dotrzymał obietnicy i ich odnalazł. Wiedział, że dla Natalii i Rahula to jeszcze długa droga, ale miał dobre przeczucie. Teraz świeciło dla nich słońce. Słońce, którego promienie ogrzewały ich ciała i którego tak potrzebowali. Nagle uświadomił sobie, że w domu państwa Khan leży ciężko chore dziecko, które lada dzień umrze. Może Sara to mały aniołek, który miał pomóc w odnalezieniu Rahula, pomyślał. Wszedł do pokoju lekarskiego, gdzie czekała na niego już pani doktor.
Kiedy tylko wyszedł od lekarki, udał się powrotem do sali, w której leżał Rahul, zmieniając przy tym Roy’a.
- Idę do Natalii i Monity – oznajmił mężczyzna – Przynieść ci coś?
- Nie, dzięki – odparł agent.
Roy wszedł ostrożnie do pokoju Natalii.
- Bez zmian? – zapytał.
- Bez zmian – odparła trochę smętnie Monita – Dobrze, że nie zadzwoniliśmy do jej rodziny.
- Ale teraz musimy. Na pewno się martwią. Saif był tak dobry i pojechał podzielić się dobrymi nowinami z państwem Khan – powiedział siadając na krześle obok Monity – Będzie dobrze.
- Wiem, ale chciałabym, by się już obudzili – westchnęła przytulając się do Roy’a.
Przez te kilka dni, kiedy Rahul i Natalia byli przetrzymywani, Monita i Roy zbliżyli się do siebie. Co prawda Roy już od dłuższego czasu podkochiwał się w szalonej, odważnej i porywczej dziennikarce, ale dopiero teraz ona odwzajemniła jego uczucia i pozwoliła mu się do siebie zbliżyć. Monita nie była do końca pewna, co do ich wspólnej przyszłości, ale wiedziała, że zawsze będzie mogła polegać na Roy’u. Ale w chwili obecnej najważniejsi byli Rahul i Natalia.
Nagle Monita poczuła szturchnięcie w rękę, którą wciąż trzymała dłoń Natalii.
- Natalia? – zerwała się Monita na równe nogi.
Rzeczywiście jej przyjaciółka powoli odzyskiwała świadomość.
XXIX rozdział >> czwartek, 17 stycznia 2008 22:08:48
Załamanego partnera Saif odwiózł do posiadłości Khanów. Andy wszedł po schodach do domu. W hollu czekała już na niego Monita. Zaraz za nią pojawili się dziadkowie Sary i Roy. Andy złożył ręce jak do modlitwy.
- Wybaczcie – szepnął osuwając się na podłogę i zakrywając twarz – Zawiodłem ich!
- Andy?! – zaczęła niepewnie Monita nie chcąc wierzyć jego słowom.
- Wszystkie budynki były zaminowane. Kiedy tylko się zbliżyliśmy wszystko wyleciało w powietrze – oznajmił z trudem.
- To nie prawda! – krzyknęła Monita – To nie może być prawda!
Nikt nie potrafił się poruszyć, a łzy spływały po ich policzkach. Cały dom zamarł. Domownicy i goście przyodzieli białe żałobne stroje. Monita popłakiwała w pokoju wtulona w ramiona Roy’a. Pani Jaya siedziała przy Sarze i gładziła ją po małej rączce. Pan Darshan zamknął się w swoim gabinecie. Znieczulony lekarstwami Andy leżał nieruchomo na łóżku.
Zamknął oczy i przywołał w pamięci chwile spędzone z Rahulem i Natalią. Rahula znał od kilku lat, przyjaźnili się. Natomiast Natalię poznał całkiem niedawno. Podczas pierwszego spotkania wydała mu się bardzo odważna i wojownicza. Lecz im lepiej ja poznawał tym mocniej uświadamiał sobie, że Natalia jest niezmiernie wartościową i wrażliwą osoba, pragnącą szczęścia innych. Czemu los musiał być dla nich taki okrutny?, pomyślał.
Nastała noc. Deszcz lał z pochmurnego nieba, jakby chciał zmyć cierpienia wszystkim obecnym w posiadłości. Nie mogąc usnąć Monita wyszła na taras. Pozwoliła by zimne krople spływały po jej ciele gasząc ból po stracie bliskich osób. Spojrzała w bezkres ciemnego nieba w nadziei iż odnajdzie tam odpowiedź. Drżącym głosem zaczęła śpiewać:
Na zielonej drodze zagubiliśmy się
Było jak w śnie
Z nadzieją wypatrywałyśmy jutra...
Ile musimy jeszcze wycierpieć ?
Co się jeszcze stanie?
Bez tych złotych serc ucichła melodia życia.
Słychać tylko szept bólu.
Cichy jęk sprzeciwu wydobywa się z zaciśniętego gardła.
Jęk rozpaczy, bezradności...
Wpatrzony w ulewę, stał przy otwartym oknie Andy i śpiewał :
Ile musimy jeszcze wycierpieć?
Co się jeszcze stanie?
Powierzyli nam swoje życia .
Mieliśmy o nie dbać, a oni o nasze.
Zawiedliśmy ich, złamaliśmy dane słowo.
Oczy jak z kamienia, wszytki łzy juz wypłakane.
Nieruchomo w górę wpatrzone,
Zadające pytanie:
Ile musimy jeszcze wycierpieć?
Co się jeszcze stanie?
Pani Jaya stała przy otwartych drzwiach wpatrując się w drogę wiodącą do ich domu. Wpatrywała się z nadzieja iż ujrzy Natalię i Rahula idących razem.
Toniemy w morzu łez,
Oddalamy się od brzegu jak ze snu.
Czujemy ból ,gdy fala nas od niego odpycha.
Straciliśmy ich na zawsze wraz ze szczęściem, które mieliśmy.
Ile musimy jeszcze wycierpieć?
Co się jeszcze stanie?
Nawet dźwięk dźwięcznych bransoletek przypomina
Tak bardzo przypomina jęk bólu
Bólu jaki zagościł po ich stracie.
Nastała cisza. Monita, Andy i pani Jaya zastygli nieruchomo niczym kamienne posągi.
Po chwili pani Jaya opuściła wzrok i powoli zamknęła drzwi domu. Monita poruszyła się ostrożnie, otarła dłonią twarz i weszła do ciepłego pokoju. Andy westchnął cicho, zamknął okno i położył się na łóżku. Lecz żadno z nich tej nocy nie zmrużyło oka. Leżeli nieruchomo na swoich posłaniach wsłuchani w dogłosy ciągle padającego deszczu.
Rankiem pan Darshan poprosił by wszyscy przyszli do jego gabinetu.
- Trudno nam wszystkim, lecz trzeba zorganizować uroczystości pogrzebowe – przemówił przepełnionym bólem, głosem.
- Nie zawiadomiłam jeszcze jej rodziny – uświadomiła sobie Monita opadając bezwładnie na fotel i chowając twarz w dłoniach – Jak ja im to powiem?
Roy podszedł i przytulił ją.
- Razem to zrobimy – szepnął jej do ucha – Jestem przy tobie.
Ruszyli do swoich obowiązków nie domyślając się tego, co ich jeszcze czeka. Bowiem po deszczu zawsze świeci słońce.
XXIX rozdział >> piątek, 4 stycznia 2008 23:45:13 Rahul został wepchnięty do ciemnego pomieszczenia, które od razu
rozpoznał. Było to, to samo miejsce, w którym był przetrzymywany przez
kilka tygodni. Przez chwile stał nieruchomo sparaliżowany przez strach.
Wtem dotarł do niego cichy lecz intensywny szloch.
- Natalia? - zapytał niepewnie ostrożnie się przybliżając.
- R- Rahul? Rahul to ty? - wykrztusiła przerażona i wyciągnęła ku
niemu dłoń by się upewnić, że nie jest zjawą. Chwycił jej rękę a po
chwili tulił już ją do siebie - Co z nami będzie? - zapytała wtulając się mocno
w ramiona mężczyzny. Bała się, że ich rozdzielą, że będzie znów
sama. Rahul nie odpowiedział na jej pytanie, choć wiedział, że prędzej czy
później zabiją ich. Nie był jeszcze wystarczająco silny by walczyć z
kimkolwiek, zwłaszcza, że tamci maja broń. Miał tylko cichą nadzieję,
że Andy szybko ich odnajdzie.
DOM PAŃSTWA KHAN
Andy obudził się z ogromnym bólem głowy. Przez dłuższa chwilę leżał
nieruchomo na łóżku zastanawiając się gdzie jest i próbując sobie
przypomnieć, co się stało. Sięgnął ręką do skroni i wyczuł coś
dziwnego pod dotykiem dłoni.
- Nie rusz - usłyszał nagle znajomy głos - To bandaż. Porządnie
oberwałeś w głowę - dodała Monita siadając obok niego na łóżku.
Miała podkrążone i zaczerwienione oczy. Zapewne płakała, pomyślał Andy.
- Przepraszam - szepnął przymykając oczy.
- Za co? - zdziwiła się Monita zaskoczona jego słowami - To nie twoja
wina. Cholera.... Gdybym odwiodła Natalię od przyjazdu tutaj nic by się
nie stało, a tak to oboje przepadli - westchnęła ocierając dłonią
pojedynczą łzę. Próbował się podnieść lecz zakręciło mu się w głowie.
- Możesz mi powiedzieć jak się tu znalazłem? - poprosił. Uśmiechnęła się
blado i przytaknęła.
- Twoi ludzie znaleźli cię nieprzytomnego w samym środku parku. Leżałeś w kałuży krwi. Zabrali cię do szpitala i pozszywali. Prawdopodobnie zostałeś ogłuszony rozbitą butelką i skopany. Dziś lekarze pozwolili nam zabrać cię do domu - opowiedziała krótko.
- Dziś? To znaczy jak dawno od wymiany? - zapytał czując iż zasycha mu w gardle.
- Andy od wymiany minęły dwa dni, to znaczy miną za dwie godziny - odparła zerkając na zegarek by się upewnić, że się nie pomyliła - Odpocznij - dodała wstając.
- Mam odpoczywać?! - oburzył się - Bóg jeden wie, co oni z nimi
robią a ja mam odpoczywać?! - krzyczał próbując się podnieść, jednak nie
był w stanie. Bezradnie opadł na miękkie poduszki.
- Andy - westchnęła z troska Monita podchodząc do niego - Doznałeś
silnego wstrząsu mózgu. Masz złamane żebro i dwa pęknięte, jesteś
mocno potłuczony - tłumaczyła mu łagodnie. Andy zamknął oczy.
- Obiecałem im, że wszystko będzie dobrze a ich zawiodłem – szepnął łamiącym się głosem - Zawiodłem ich Monita!
- Oboje zawiedliśmy ale zrobimy wszystko by ich odnaleźć, prawda? - powiedziała tamując napór łez. Ścisnęła dłoń Andy’ego, po czym wybiegła z pokoju.
MELINA GDZIE PRZETRZYMYWANI SĄ RAHUL I NATALIA
Natalia przysypiała z głową na ramieniu Rahula, gdy do pomieszczenia
wszedł rozwścieczony mężczyzna.
- Gruchają sobie gołąbeczki, co? - warknął podchodząc do Natalii i szarpiąc ja za rękę - Zaraz się zabawimy.
- Zostaw ją draniu! - krzyknął Rahul odpychając z całej siły napastnika.
- Nie ma już nikogo, kto się za wami wstawi - zaśmiał się - Jesteście teraz na mojej łasce!
- Ashok.... - zaczął niepewnie Rahul chowając za swoimi plecami przerażoną Natalię.
- Pamiętasz mnie - zakpił Ashok podchodząc do nich bliżej - Tęskniłeś?
- Nie waż się tknąć Natalii - rzekł Rahul szukając jakiegoś rozwiązania z tej sytuacji.
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić a czego nie z tą ślicznotką - zezłoszczony Ashok rzucił się na Rahula. Mężczyźni zaczęli się szarpać ze sobą. Natalia stała przez chwilę nieruchomo. Nagle dostrzegła krzesło stojące w kącie. Dłużej nie zastanawiając się podbiegła i chwyciła za krzesło, po czym z całej siły, jaką udało jej się zebrać, uderzyła w gangstera. Nie pamięta ile razy uderzyła meblem, gdy poczuła jak ktoś wyrywa jej krzesło z rąk i odpycha tak iż uderzyła o ścianę. Bojąc się podnieść spojrzała na to, co działo się kilka kroków przed nią. Dwaj potężni gangsterzy rozłożyli na ziemi Rahula i przytrzymywali go by nie mógł się poruszyć. Ashok otarł krew z rozciętej wargi i wyszedł, by po
chwili wrócić z pochodnią w ręku. Natalia zobaczyła, że wyciąga coś z
kieszeni, lecz nie mogła dostrzec co. Widziała tylko jak podgrzewa to
„coś”, a kiedy było wystarczająco już nagrzane przykuca przy Rahulu i przykłada mu do wewnętrznej strony ramienia.
- Byś zawsze pamiętał o nas - zaśmiał się Ashok zagłuszając przeraźliwy krzyk swojej ofiary. Po chwili gangsterzy chwycili leżącą wciąż bez ruchu Natalię i Ashok wykonał te samą czynność. Wypalił im na rękach chiński znak zodiakalnego węża.
DOM PAŃSTWA KHAN
Roy siedział przy łóżeczku i trzymał Sarę za rączkę. Dziewczynka bez przerwy wypytywała się czy odnaleźli Natalię i Rahula oraz jak się czuje wujek Andy. Teraz spała spokojnie.
Trzymając się poręczy, ostrożnie zszedł na dół.
- Andy, co ty wyprawiasz?! - przestraszyła się pani Khan – Powinieneś leżeć w łóżku.
- Musze ich odnaleźć - odpowiedział. Wzięła go zatem pod rękę i zaprowadziła do gabinetu męża.
- Musimy działać natychmiast - powiedział stanowczo mężczyzna w
policyjnym ubraniu.
- Saif, czy to sprawdzone informacje? - zapytał Andy spoglądając na
funkcjonariusza .
- Tak jest, jak najbardziej - odparł mężczyzna - Załoga czeka na
twój rozkaz szefie.
- Dajcie mi kamizelkę kuloodporna, jadę z wami - oznajmił stanowczo
Travis. Policjant spojrzał niepewnie na niego lecz posłusznie wykonał
polecenie.
- Andy, proszę cię ... - próbowała odwieść do od tego Monita,
bezskutecznie. Mężczyzna wsiadł do policyjnego samochodu i odjechał.
- Niech bogowie maja ich w swojej opiece - wyszeptała babcia Sary.
MELINA RAMZESÓW
Rahul pomógł podnieść się z zimnej podłogi Natalii. Kobieta wydawała
się nie reagować na nic. Jedyne, co mógł zrobić to przytulić ją mocno do
siebie. Wtem drzwi pomieszczenia otworzyły się. Rahulowi serce zabiło
szybciej. Teraz to już nas zabija, pomyślał. Ale zamiast Ashoka w
drzwiach zobaczył jasną, smukła postać kobiety w białym sari.
Ashok wyjrzał przez okno i zobaczył nadjeżdżające samochody od południowej strony.
- Niemożliwe, skąd się dowiedzieli! – warknął zdenerwowany – Zaminować cały teren! – rozkazał biegnąc do swoich ludzi.
Kilka samochodów zatrzymało się w niewidocznym dla Ramzesów miejscu. Uzbrojeni i umundurowani policjanci zajęli swoje pozycje czekając na znak od dowódcy. Andy ostrożnie wyszedł z auta. W dłoni trzymał krótkofalówkę sprawdzając, czy wszystkie jednostki są na swoich stanowiskach:
- Delta
- Gotowi
- Gamma
- Gotowi
- Bravo
- Gotowi
Andy spojrzał na Saifa.
- Wkraczamy – oznajmił stanowczo Travis. Mężczyźni dali znać ludziom do ataku. Kiedy byli już bardzo blisko meliny Ramzesów wszystkie budynki jeden po drugim zaczęły wybuchać w powietrze.
- Odwrót! – krzyknął Saif – Andy to C4 !
Agent spojrzał zrozpaczony na walące się budynki. Nie mógł uwierzyć, że stracili na zawsze Rahula i Natalię. Zawiódł ich. Pozwolił im zginąć.
XXVIII rozdział >> niedziela, 30 grudnia 2007 19:10:42 Natalia leżała na zimnej posadzce próbując choć trochę odpocząć. Miała zamknięte oczy i całkowicie nie miała pojęcia jak długo już jest przetrzymywana. Porywacze dali jej niewielki posiłek do zjedzenia i kubek wody. Starając się nie zwracać uwagi na smród unoszący się w pomieszczeniu, zjadła szybko jedzenie bojąc się iż zabiorą go jej. Nagle usłyszała trzask rozwieranych drzwi, przez które do celi wpadły promienie światła.
- Nad czym się zastanawiasz? – usłyszała lodowaty głos.
- Nad nią – odparł drugi głos – Z miła chęcią zostawię sobie tę gołębiczkę. Mam pewien plan. Chce mieć ich oboje, Natalię i Rahula – zaśmiał się lekko.
- Ale po co? Przecież mieliśmy oddać im dziewczynę.
- Tak, ale przed odbiorem będę się chciał zabawić. Wiesz, co mam na myśli. Potem odbijemy Rahula. A Natalia ciągle będzie u nas. A pamiętaj, że facet pewnie już wszystko wygadał psom! – wrzasnął mężczyzna, po czym upuścił coś na ziemię. Od tej pory słychać było tylko nerwowe szepty i co chwilowe poszturchiwania. – Cholera! Ty serio nie rozumiesz?! Jeśli ona zrobi to samo, będziemy skończeni!
- Czyli… hehe, szykuje się moja ulubiona robota – usłyszała drwiący chichot.
Szybkie kroki. Natalia podciągnęła się i spróbowała odczołgać nieco dalej. Jednak kroki było słychać coraz bliżej. Zaczęła modlić się w myślach, by nic jej nie zrobili. Ani teraz, ani nigdy. By wróciła w całym kawałku do Roya, Anjaali i Rahula i byleby go nie zabrali.
-Ej, ptaszynko, zastanowiłaś się już?! – spytał gniewnie mężczyzna. – To ostatnia szansa na odpowiedź! Posłuchaj.
Usłyszała zgrzyt wyjmowanego noża.
- Tak brzmi śmierć.
Podsunęli jej kawałek zakrwawionej szmaty.
- A tak śmierć cuchnie. Zapewne domyślasz się kto był właścicielem tej szmaty, która niegdyś była biała koszulą. Więc jak, jaka jest twoja decyzja? Będziesz z nami współpracować i się „bawić” czy wolisz zginąć w męczarniach?!
- Ja… Nie wiem…
- Słucham?!
- N-n-n-ie-e w-wie-e-em-m… - wyszeptała kolejny raz Natalia.
- Młoda, zastanów się szybko, bo wiesz, śmierć nie wybiera! – odezwał się drugi mężczyzna.
- Zamknij się! – odczuła te słowa na swoim policzku, po czym została dotknięta czymś chłodnym w szyję. - No… więc?
Nóż przejeżdżający przy jej tchawicy sprawił, że zaczęło jej się robić coraz goręcej.
- Ja… Dobrze. – wydusiła.
- No – mężczyzna schował z powrotem narzędzie do kieszeni. – To mamy śliczną, ponętną zakładniczkę. A ja mam plan, jak ci pokazać, co potrafimy zrobić z niegrzecznymi dziewczynkami.
Znów usłyszała zgrzyt drzwi. I znowu te oślepiające promienie światła. Tym razem to nie coś, a ktoś runął, a może raczej został popchnięty na ziemię. Przeraźliwe jęki i zgrzyt zamykanych drzwi wywołały u niej dreszcze. Próbowała dopatrzeć się czegokolwiek w tej nieprzebytej ciemności i w końcu dostrzegła zarysy postaci. Na podłodze leżała kobieta. Tego była pewna, a ci obrzydliwcy pochylali się nad biedna dziewczyna.
- Proszę – Natalia usłyszała ciche błaganie. Wiedziała, ze zaraz, na jej oczach zgwałcą tę niewinną dziewczynę. Proszę, niech się coś wydarzy, błagam!, krzyczała w myślach. Miała nadzieję, że kiedy otworzy oczy ten koszmar się skończy. Obudzi się w dużym łóżku w domu państwa Khan, usłyszy wesoły szczebiot Sary, zobaczy Monitę, Roy’a, Andy’ego i przede wszystkim Rahula. Jednak kiedy rozwarła lekko powieki koszmar nadal trwał. Jak przez mgłę zobaczyła mężczyznę zdzierającego ze swojej ofiary ubranie.
- Błagam – to było ostatnie słowo wypowiedziane przez dziewczynę leżącą na zimnej posadzce. Natalia schowała głowę miedzy ramiona a rękoma zakryła uszy. Jednak i tak słyszała przeraźliwe krzyki, jęki, sapanie mężczyzny obdzierającego w najokrutniejszy sposób kobietę z jej godności. Natalia czuła jak każdy jej mięsień drży, jakby to ją gwałcono a łzy nieustannie spływały po jej brudnych policzkach. Nie miała pojęcia ile to trwa gdy nagle nastała cisza. W ciszy było słychać jedynie stłumiane jęki i szloch skrzywdzonej dziewczyny. Nagle Natalia poczuła szarpnięcie. Ktoś przewrócił ją na plecy i próbował zerwać z niej bluzkę. Zaczęła się szarpać. Napastnik chwycił w mocny uścisk jej ręce.
- Ashok! – dotarł do niej złowrogi ryk rozwścieczonego mężczyzny – To moja kobieta!
- A co robimy z tą? – zapytał Ashok wstając. Nie otrzymał odpowiedzi. Jego towarzysz wyjął broń i wystrzelił. Natalia usłyszała głośny huk i krzyk dziewczyny a potem pochłonęła ja ciemność.
DOM PAŃSTWA KHAN
Rahul siedział przy łóżku, na którym spała blada Sara. Przed chwilą z pokoju wyszedł lekarz, którego dziadkowie dziewczynki wezwali.
- Co się dzieje? – zapytała zdenerwowana Monita.
- Stan Sary znacznie się pogorszył – oznajmił ponuro Roy – Rahul jest przy niej.
- Wiadomo coś o Natali? – dopytywała dziennikarka.
- Andy zadzwonił i przekazał iż porywacze się odezwali do niego. Wymiana ma nastąpić jutro w samo południe w Begum Hazarat Mahal Park – przekazał bezbarwnym głosem.
- Cholera, wszystko się wali – jęknęła niezadowolona Monita. Roy spojrzał na nią. Niepewnie podszedł i przytulił ja. Kobieta wtuliła się w jego silne ramiona i pozwoliła ujść swoim emocjom. Rozpłakała się jak mała dziewczynka.
TAJNA KWATERA POLICJI
Andy pochylał się nad dokładną mapa okolicy. Przed chwilą ustalili dokładny plan działania.
- Musi się udać – szepnął.
- Agencie Travis – usłyszał za sobą głos oficera miejskiej policji - Pan Josh chce się z panem widzieć – przekazał i czekał na instrukcje.
- Zaraz do niego przyjdę – odpowiedział Andy składając mapę. Rozejrzał się jeszcze po pomieszczeniu, po czym udał się do pokoju, w którym przetrzymywany był Josh.
- Chcę być przy wymianie – zażądał otwarcie.
- Nie ma mowy – odparł Andy – Tylko pogorszysz sprawę. Oni nie wiedzą, że żyjesz i niech tak pozostanie.
- To wszystko przeze mnie i chce to zakończyć – nie dawał za wygrana Josh.
- Trzeba było o tym pomyśleć zanim wpakowałeś w tarapaty Rahula. Teraz pozwól działać wymiarowi sprawiedliwości – rzekł ostro Andy posyłając gniewne spojrzenie gangsterowi.
- Nie dacie rady – odpowiedział mężczyzna zerkając na agenta – Znam dobrze Abhijay’a i wiem, że nie pozwoli wrócić Natalii. Zapewne będzie chciał zatrzymać ich oboje. Trzeba obmyślić plan na wypadek gdybym miał rację – dodał gorzko. Andy skinął głową. Wiedział, że Josh ma rację i tego mocno się obawiał. Muszą się zabezpieczyć na wszelki wypadek.
- Dobra, możecie działać. Ale jak cos pójdzie nie tak.... – zwrócił się do Josh’a.
- Jeśli coś mi się stanie moi ludzie będą do waszej dyspozycji. Odnajdziemy ją – zapewnił Josh.
- No to do roboty – rozkazał Andy i wyszedł z pomieszczenia. Spojrzał na swoją komórkę. Miał trzy nieoczytane wiadomości. Postanowił je szybko odczytać i udać się do domu na spoczynek, lecz kiedy tylko przeczytał pierwszego sms’a zmienił swoje zamiary. Wybiegł na parking i szybko wsiadł do swojego auta. Pojechał prosto do domu państwa Khan.
DOM PAŃSTWA KHAN
- Sarze pozostał najwyżej tydzień życia – oznajmił lodowatym głosem Rahul, którego Andy zastał siedzącego w salonie na starej sofie – Obiecaj mi, że wszystko będzie dobrze – dodał i przeniósł zbolałe spojrzenie na przyjaciela.
- Obiecuję – powiedział Travis siadając obok mężczyzny – wszystko się ułoży zobaczysz – zapewnił.
- Chciałbym w to wierzyć – odparł sucho Rahul – Czuję się taki bezradny.
- Pozwól nam się zająć wszystkim – rzekł Andy kładąc dłoń na ramieniu przyjaciela.
BEGUM HAZARAT MAHAL PARK
Byli na godzinę przed. Policja zajęła swoje stanowiska. W niedalekiej odległości czekali członkowie gangu Josh’a. Rahul siedział razem z Andym w samochodzie. Obaj milczeli nie potrafiąc znaleźć odpowiednich słów by wyrazić to, co czują i myślą.
- Boże spraw by wszystko pomyślnie się skończyło – szepnął Rahul, kiedy nadeszła pora spotkania. Szli równym krokiem na umówione miejsce. Dzień był ciepły i słoneczny. W parku nie było nikogo. Nagle zatrzymali się w niewielkiej odległości od Abhijay’a i osoby stojącej obok niego. Na głowie miała czarny kaptur a ręce skrępowane z tyłu.
- Będzie dobrze – szepnął Andy do Rahula i dodał – Idź
Jednocześnie Rahul i zakapturzona postać ruszyli. Kiedy kobieta dotarła do Andy’ego, mężczyzna ściągnął jej nakrycie z głowy.
- Cholera, to nie Natalia! – krzyknął. Nim się spostrzegł do akcji wkroczyli gangsterzy. Próbował wypatrzeć Rahula ale nigdzie nie mógł go dostrzec. Abhijay stał śmiejąc się. Jednak uśmiech zszedł z jego twarzy, gdy przed nim stanął Josh. Abhijay popełnił błąd i dał się zaskoczyć bratu, co sprytnie wykorzystał Josh i zadał śmiertelny cios rozcinając gardło mężczyźnie. Krew trysnęła na wszystkie strony, lecz to nie zadowoliło Josh’a. Zadał nożem jeszcze kilka silnych ciosów.
- Josh, uważaj! – dotarł do niego krzyk Andy’ego ale było już za późno. Trzy kule, jedna za drugą, przeszyły jego ciało a czwarta szybko zakończyła jego życie. Andy podbiegł do mężczyzny, po czym pobiegł w głąb parku. Zauważył jakiś ruch między drzewami. Ostrożnie zbliżył się i sprawdził. Teren był czysty. Ale tak mu się tylko wydawało. Wróg zaskoczył go szybko i niespodziewanie. Pozbawiony przytomności Andy upadł na ziemię.
XXVII rozdział >> sobota, 15 grudnia 2007 23:11:24 Głucha cisza. Tak można określić to, co działo się wokół Natalii. Leżała na zimnej posadzce ze związanymi oczyma i skrępowanymi grubym sznurem rękoma. Czuła wilgotny odór rozchodzący się po całym pomieszczeniu. Nie słyszała niczego, prócz szybkiego bicia własnego serca. I to właśnie budziło w niej zgrozę, strach przed nieznanym. Nic nie wiedziała. Gdzie jest? Kto ją porwał? Za co? Co się z nią stanie? Na nic nie mogła znaleźć odpowiedzi.
- Mmhmm – wydała z siebie cichy pomruk. Miał on służyć za słowa cierpienia, ale wciśnięta w usta szmata uniemożliwiała powiedzenie czegokolwiek. Była swojego rodzaju zabezpieczeniem przed krzyczeniem Natalii. W końcu, któż by nie skorzystał z takiej możliwości, by krzyknąć w celu przywołania pomocy, nawet pod karą śmierci?
Nagle usłyszała jakiś dźwięk. Skrzypienie… otwieranych drzwi. Gdzieś niedaleko.
Praktycznie natychmiastowo poczuła powiew świeżego powietrza, świszczący przy podłodze, przeszywający całe jej ciało do granic możliwości. Jakby zamiast leżeć na podłodze, była torturowana, może nawet zabijana. Nigdy nie czuła takiego zimna, nie znała podobnego uczucia do tego odczuwanego w tej chwili. Co się z nią działo? Czyżby właśnie umierała? Czy tak ma skończyć się jej historia?
- Roy, pamiętasz numer rejestracyjny? – krzyczał biegnący ku mężczyźnie Andy. Za nim przyjechało kilka radiowozów.
- Niestety, przez szybę zauważyłem tylko samochód. Z piskiem opon zatrzymał się przed wejściem na lotnisko. Widziałem jak dwóch potężnych gości wpycha ją do środka i zatrzaskuje drzwi a potem sami wskoczyli do furgonetki. To była czarna furgonetka – przekazał pośpiesznie. Był wściekły i roztrzęsiony. Jego przyjaciółka, najlepsza przyjaciółka, została porwana! I on na to pozwolił! Jak mógł?! Andy przekazał informację partnerowi i jeszcze przez chwilę rozglądał się po okolicy.
Był zły na siebie, że nie wyjechał po nich na lotnisko. Przecież mógł a zamiast tego siedział i rozmawiał z Rahulem.
Właśnie, Rahul, muszą mu powiedzieć o Natalii!
- Roy, jedziemy do domu państwa Khan! Powiadomimy o wszystkim Rahula! Mogę się założyć, że porywacze Natalii są tymi samymi ludźmi, co byli odpowiedzialni za jego zniknięcie! Bo niby czemu mieliby zabierać Natalię, gdyby nie w celu odzyskania zakładnika?! – zawołał na towarzysza i pobiegli razem do samochodu.
MIEJSCE, W KTÓRYM PRZETRZYMYWANO NATALIĘ
Wolność.
Może nie całkowita, ale przynajmniej ją odkneblowano.
Mogła mówić, krzyczeć i …
- Jedno słowo, dziewczyno, a ci łeb odstrzelę! – Natalia poczuła pistolet przy swej skroni. - Masz słuchać wszystkiego, co do ciebie mówię! Jeśli nie, zginiesz nie tylko ty! Twoi znajomi także! I ta mała…! A Rahula i tak dorwiemy! Nawet nam w tym pomożesz!
- Słucham?
- Cisza! Ja nie żartuję! – wrzasnął znów ten sam, lodowaty głos. – Rozwiążcie ją! Damy jej czas na oswojenie się z tym miejscem!
Rozluźnienie więzów. Odkrycie oczu. Tylko rozwarła powieki, a ujrzała nieprzebytą ciemność. Nagle na końcu korytarza pojawiło się światło, ostre, jasne, któremu towarzyszył ten przeszywający chłód.
- Wrócimy tu za jakiś czas. Zastanów się więc, czy wolisz poświecić swoich bliskich czy Rahula? – zagrzmiał męski głos. – Nie dam Ci spokoju, dopóki mi nie odpowiesz!
Zgrzyt zamykanych drzwi.
Natalii z trudnością udało się podnieść na nogi, po czym o mały włos się nie przewróciła. Leżała przed nią latarka. Ci bezduszni ludzie zostawili jej coś, co pomoże zapoznać jej się z otoczeniem. Nie mogła w to uwierzyć, ale wolała nie marnować czasu na durne rozważania, co, jak i gdzie. Miała tylko kilka chwil na podjęcie decyzji.
DOM PAŃSTWA KHAN
Andy wbiegł po schodach i niczym błyskawica wpadł do gabinetu pana Darshan’a. Za nim zdyszany biegł Roy.
- Roy, gdzie Natali? Co się stało? – zatrzymała go Monita, która na rękach trzymała małą Sarę.
- Powiedz Rohulowi by przyszedł do gabinetu, ty również przyjdź – przekazał szybko i poszedł dalej. Zaniepokojona kobieta zrobiła tak jak jej kazano. Zostawiła Sarę pod opieką babci i pobiegła do gabinetu pana Darsha’a.
- Porwali Natalię – przekazał bez żadnego wstępu Andy.
- Jak to? – szepnął Rahul osuwając się na fotel – Boże, to moja wina!
- Opowiedz wszystko od początku – poprosiła Monita. Roy spojrzał na nią i niepewnie zaczął opowiadać całe zdarzenie.
- Jesteście pewni, że za porwaniem stoją ci sami ludzie, co ... – zapytała Monita nie wierząc, że jej przyjaciółkę porwano. Nie dokończyła bo przerwał jej Andy.
- Do cholery a niby kto inny?! Niech no ja dorwę Josh’a! Najpierw wciągnął w to bagno Rahula a teraz niewinną dziewczynę.
Andy aż kipiał ze złości, jednak wiedział, że trzeba działać. Spojrzał po twarzach zebranych i zatrzymał wzrok na Rahulu. Jego spojrzenie było nieobecne a ciałem wstrząsały delikatne dreszcze.
- Rahul? – zwrócił się Andy do przyjaciela podchodząc bliżej. Mężczyzna nie zareagował. Zakrył tylko dłońmi twarz.
Wrócił tam.
Znów był w zimnym, cuchnącym pomieszczeniu. Siedział na starym drewnianym krześle, a jego ręce były skrępowane z tyłu za oparciem mebla. W pomieszczeniu był jeszcze ktoś, kto przyglądał mu się jakby zastanawiając się, w jaki sposób zadać mu tym razem ból. Mężczyzna podszedł do niego i chwycił za włosy odchylając jego głowę do tyłu. W drugiej ręce trzymał nóż. Najpierw przejechał nim po szyi Rahula, potem po piersi aż do brzucha. Oprawca zaśmiał się i puścił Rahula. Następnie chwycił wiadro i wylał na Rahula kubeł lodowatej wody a następnie założył go na głowę swojej ofierze. Rahul zaczął nerwowo oddychać, powoli zaczynało brakować mu powietrza. Jednak to nie był koniec. Oprawca wziął gruby kij i zaczął nim bić Rahula po ramionach, żebrach, nogach. Z całej siły uderzał w brzuch ofiary. Rahul zaczął się dusić. W jego ustach zebrała się krew. Wszystko wirowało, wirowała ciemność, która go pochłaniała. Okrutnik ściągnął wiadro z głowy Rahula i pozwolił by wziął kilka głębszych wdechów, po czym chwycił za nóż i zadał kilka pewnych i szybkich ciosów. Przeraźliwy krzyk wypełnił pomieszczenie. Rahul spojrzał na zranione ramię, brzuch i udo. Wiedział, że to nie koniec. Oprawca wziął coś do ręki.
- Ashok, kończ na dziś! – dotarło do Rahula. Spojrzał w stronę otwartych drzwi, w których zamajaczyła postać.
- Jeszcze tylko to – odpowiedział mężczyzna i posypał rany Rahula solą.
- Rahul? – dobiegł do niego zatroskany głos Andy’ego – Rahul! – rzekł mocniej Andy i potrząsnął przyjacielem. Rahul spojrzał na niego. „Boże, a jeśli będą torturować Natalię?”, przeszło mu przez myśl. Nie był jeszcze wystarczająco silny, a na samą myśl o tym, co mogą zrobić tej kobiecie robiło mu się słabo. Poczuł jak ktoś go podnosi i pomaga mu iść. Spojrzał na przyjaciela i osunął się w ciemność.
- Co teraz? – zapytała Monita patrząc jak Andy układa nieprzytomnego Rahula na łóżku.
- Czuwajcie przy nim. Ja jadę porozmawiać z Jochem. Jeśli by się odezwali porywacze, grajcie na zwłokę. Wyślę wam tu specjalna grupę, która założy podsłuch na wszystkie telefony – tłumaczył szybko – Będzie dobrze – zapewnił i wyszedł z domu.
MIEJSCE PRZETRZYMYWANIA NATALII
Natalia bała się włączyć latarkę. Czy jest w tym samym pomieszczeniu, gdzie torturowali Rahula? Nie, raczej by jej tam nie przetrzymywali.
- Boże, co ja mam robić? – szepnęła bliska płaczu. Wtem drzwi z łomotem się otworzyły i wszedł ten sam mężczyzna, który był tu przed chwilą. Przystawił sobie krzesło i usiadł blisko niej.
- Jesteś naprawdę piękna – powiedział szorstko – Mógłbym cię sobie zostawić – dodał dotykając dłonią jej policzka. Pod tym dotykiem Natalia zadrżała. Mężczyzna przypatrywał się jej przez chwilę, po czym rzekł:
- I, co podjęłaś decyzję? Będziesz grzecznie współpracować? Sprawa przedstawia się prosto. Zrobimy wymianę, ty za Rahula. Chociaż teraz jak patrzę na ciebie – zaśmiał się. Natalia skuliła się. Jakby mogła skuliła by się całkowicie w środku siebie. Mężczyzna chwycił za telefon i wybrał numer.
- Zobaczymy jak bardzo zależy im na twoim życiu – powiedział ostro czekając na połączenie.
DOM KHANÓW
Andy pośpiesznie odebrał telefon.
- Tak? – powiedział.
- Mamy waszą słodka Natalię – usłyszał oschły głos męski. Ręka dał znać koledze by włączył namierzanie – Sprawa jest prosta: dziewczyna za Rahula. Pamiętajcie, że to my rozdajemy karty w tej grze. Odezwę się później i podam szczegóły – dodał mężczyzna i rozłączył się.
- Jeszcze chwila i mielibyśmy go – powiedział zrezygnowany funkcjonariusz .
- Niech to szlag! – wrzasnął Andy.
- Kiedy podadzą szczegóły zrobimy tak jak każą – dobiegł go głos Rahula. Mężczyzna właśnie wszedł do pokoju i stanowczo spojrzał na przyjaciela. Andy ciężko westchnął i poparzył bezradnie na Rahula. „ Nie tak to miało wszystko wyglądać”, pomyślał.
XXVI rozdział >> poniedziałek, 3 grudnia 2007 22:04:57
Natalia dopakowała swoje rzeczy. Kiedy tydzień temu tu wróciła by pochować swojego męża nie miała czasu na dokładne rozpakowanie się. Jej rodzice siedzieli w salonie i cicho szeptali. Nawet nie obchodziło jej o czym rozmawiają. Teściowie wyjechali dzień po pogrzebie. Powiedzieli tylko by wróciła za miesiąc na odczytanie testamentu.
- Testament? – zdziwiła się. Jej mąż miał testament? Miał w ogóle jeszcze coś do pozostawienia? Wydawało jej się bowiem, że Will przetrwonił cały majątek na rozrywkowym życiu. Natalia miała swoje konto, na które były przelewane pieniądze z biblioteki. Całkowicie zapomniała! Przecież kończy się jej niedługo urlop, jaki wzięła w pracy. Usiadła na łóżku i spojrzała w kierunku okna.
- Nie myśl, działaj! – skarciła się w duchu – Na wszystko przyjdzie pora!
Jednak nie potrafiła. Miała ułożone życie, z nieodpowiednią osobą ale... czy będzie umiała, żyć inaczej niż dotąd? Nie miała pojęcia dlaczego nękają ją te myśli. Wzięła kilka głębszych wdechów i dopięła torbę.
- Trzeba wracać - powiedziała wychodząc z pokoju.
- Natalko! – zawołał naglę ojciec. Dziewczyna weszła do salonu i usiadła naprzeciwko swoich rodziców – Chcemy z tobą porozmawiać.
- Zatem słucham was – powiedziała zastanawiając się, co mają jej do powiedzenia.
- Chcielibyśmy z mamą ... – zaczął niepewnie – Chcemy zapytać, czy masz już plany, co zrobisz dalej?
- Teraz wracam do Indii – powiedziała pewnie i stanowczo – Mam tam nie załatwione sprawy. Z resztą nie tylko tam.... – powiedziała nieco ciszej.
- Natalko – szepnęła matka – Czy wrócisz do Polski?
Kobieta spojrzała na rodziców. Tak dawno nie była w swojej ojczyźnie. Zapomniała już jak wygląda Wrocław, jak pachną typowo polskie święta. Dopiero teraz dotarło do niej, że będzie mogła pójść tam gdzie zechce, zrobić to na, co ma ochotę. Wiedziała, że minie trochę czasu zanim się do tego przyzwyczai.
- Chciałabym – szepnęła na glos Natalia – Ale pod warunkiem, że już nigdy nie zmusicie mnie do małżeństwa! – zastrzegła ostro.
- Nigdy córeczko – powiedziała jej matka podchodząc i przytulając ją do siebie.
- Wracacie do kraju? – zapytała ocierając łzę.
- Za dwie godziny mamy samolot – rzekł ojciec uśmiechając się do niej.
- Ja mam za cztery godziny – westchnęła Natalia – Pojadę do biblioteki – zdecydowała i tak też zrobiła. Wsadziła rodziców do taksówki. Roy zapakował walizki do bagażnika, pozamykał dom i oboje mogli ruszyć. Mężczyzna przez cała drogę milczał. Natalia sama weszła do budynku biblioteki. Stała przez chwile w dużym holu i wpatrywała się w piękną wystawę.
- Tak trzeba – mruknęła do siebie i od razu pokierowała się do gabinetu dyrektora.
- Chce pani odejść? – zdziwił się starszy mężczyzna – Zapewne jest pani bardzo ciężko po stracie męża. Teraz na pewno nie czuje się pani w stanie ale proszę przemyśleć swoja decyzję. Pani Natalio, proszę – przekonywał dyrektor.
- Chciałabym panie dyrektorze ale nie potrafię określić jak długo zajmie mi jeszcze pobyt w Indiach. Potem chciałabym wrócić do Polski i tam zacząć pracę – powiedziała starając się by jej głos zabrzmiał pewnie i zdecydowanie. Nie wiedziała do końca czy postępuje słusznie rezygnując z tej pracy ale chciała zacząć nowe życie, a jeśli chce tego, to musi to zrobić z dala od wspomnień.
- Wie pani, że od razu nie mogę pani zwolnić – upewniał się dyrektor, co do jej podjętej decyzji mając nadzieję, że Natalia się rozmyśli.
- Wiem. Będę w Anglii na odczytywaniu testamentu mojego męża i przyjadę do pana dokończyć formalności – odpowiedziała.
- Więc nie pozostaje mi nic innego jak życzyć pani powodzenia. Proszę jeszcze raz przyjąć moje najszczersze kondolencje - powiedział zrezygnowany wstając i ściskając dłoń Natalii.
- Dziękuję i do widzenia – odparła wychodząc z gabinetu. Znalazła najbliższą ławkę i na niej usiadła. Nogi miała jak z waty. Przymknęła na chwilę oczy. Czuła jak drży na całym ciele. Jednak nie miała dużo czasu na roztkliwianie się. Za trzy godziny miała samolot do Indii. Wróci do małej Sary. Pozna Rahula i zapomni o złych doświadczeniach.
Wstała i poszła do działu, w którym pracowała. Co prawda nie była mocno zżyta z pracownicami ale chciała się z nimi pożegnać. Zdziwiła się, gdy koleżanki okazały jej wiele zrozumienia i zapewniły o swoim wsparciu.
- Dziękuję wam bardzo – wzruszyła się.
- Natalko masz teraz trudny okres przed sobą – powiedziała w imieniu pracownic kierowniczka – Czeka cię wiele zmian i mamy nadzieję, że tych dobrych. Będzie nam tu smutno bez ciebie ale to twoje życie. Musisz dalej żyć, cieszyć się, bo życie za krótkie jest na rozpamiętywanie.
Natalia wyszła z biblioteki dziwnie podniesiona na duchu. Wierzyła, że teraz będzie tylko lepiej. Radośnie wsiadła do samochodu i opowiedziała Roy’owi jak przyjęły ją koleżanki.
- Mam nadzieję, że lot będziemy mięli bez przeszkód – powiedział Roy skręcając w kierunku lotniska.
- Ja też – odpowiedziała po raz pierwszy od tygodnia uśmiechając się.
Jednak już na lotnisku okazało się iż ich samolot będzie miał opóźnienie z powodów technicznych. W końcu po godzinie oczekiwania wzbili się w powietrze. Natalia rozłożyła sobie fotel i oparta głową o ramię Roy’a usnęła.
Samolot wylądował na lotnisku w Kanpur o ósmej rano.
- Muszę do toalety – jęknęła Natalia przecierając zaspane oczy.
- To idź, ja odbiorę bagaże – oznajmił Roy.
Natalia idąc do toalety miała wrażenie, że jest obserwowana.
- To pewnie z niewyspania – zapewniała siebie w myślach. Jednak im była bliżej toalet, tym mniej wierzyła w swoje słowa. Dwóch mężczyzn podejrzanie wyglądających, ubranych w długie płaszcze szło krok w krok za nią. Weszła szybko do łazienki i zamknęła się w kabince. Nerwowo zaczęła przeszukiwać swoja torebkę. Niestety nie znalazła komórki, którą mogła by zawiadomić Roy’a, że coś jest nie tak.
Roy rozglądał się niespokojnie.
- Gdzie ona jest!? – denerwował się. Wziął torby i udał się do toalet. Kiedy był już niedaleko rozległ się pisk opon dobiegający z ulicy. Roy wyjrzał przez duże okno.
- Jasna cholera! – wrzasnął i pędem zaczął biec ku wyjściu. Niestety w przejściu był zbyt wielki ruch. Zdołał jedynie zobaczyć jak dwóch rosłych mężczyzn wpycha Natalię do samochodu.
Roy wyciągnął telefon i wybrał numer.
- Co jest Roy? Już jesteście? – usłyszał głos Andy’ego.
- Porwali Natalię! Skurwiele mają ją! – krzyknął zdenerwowany.
- Jasny gwint! – zaklął Andy – Wzywam jednostkę. Wiesz czym odjechali? Zaraz tam będziemy! – powiedział i rozłączył się.
XXV rozdział >> niedziela, 25 listopada 2007 00:26:39 Tymczasem w Indiach.
Stan Rahula na tyle się poprawił by mógł zostać wypisanym ze szpitala. Państwo Khan uradowali się, gdy Andy oznajmił, że Rahul może być pod ich opieką. Jednak w rezydencji Khanów musiał zamieszkać Andy i jego partner, natomiast cały dom był pod stałą obserwacją policji.
Rahul siedział w fotelu wpatrując się w bawiącą na kocyku Sarę.
- Jest bardzo podobna do Anjali – powiedział drżącym głosem. Przy nim stał Andy, który lekko się uśmiechał. Położył dłoń na ramieniu przyjaciela.
- Jak się czujesz? – zapytał siadając obok niego na pufie. Rahul uśmiechnął się wdzięcznie do starego przyjaciela. Na jego twarzy widniały jeszcze siniaki i miał zaklejoną plastrem lewą brew. To jedyne widoczne oznaki tego, że wiele przeszedł. Reszta była skryta pod wygodnym ubraniem.
- Coraz lepiej – odpowiedział. Sara odwróciła się i podbiegła radośnie do nich.
- Kiedy poczujesz się lepiej to pobawisz się ze mną wujku? – zapytała przyciskając do siebie Maksia. Rahul wyciągnął do niej dłoń, poczym usadowił sobie Sarę na zdrowej nodze.
- Ależ oczywiście kochanie – rzekł odgarniając kosmyk opadający na jej twarz. W jego pamięci pojawił się obraz Anjali. Jej zawsze kosmyk opadał na twarz. Dokładnie pamięta jak odgarniał go jej. Patrzyła wtedy na niego tymi swymi brązowymi oczyma. Nagle pojawił się w jego pamięci pewien obraz. Leżał na ziemi ciężko oddychając. Był wycieńczony. Każdy mięsień krzyczał w bólu agonii. Nad sobą widział gwieździste niebo i zarys drzew. Nagle ujrzał twarz pochylającą się nad nim i te oczy, oczy anioła przepełnione spokojem, troską i miłością. Poczuł się wtedy całkowicie bezpieczny. Do kogo należały te oczy ?
- Rahul? – wyrwał go z zamyślenia głos Andy’ego. Spojrzał na przyjaciela. Sara wróciła do zabawy, więc mogli porozmawiać.
- Pamiętam anielską twarz pochylającą się nade mną – zaczął. Andy uśmiechnął się.
- To Natalia, dzięki niej jesteś tu z nami – rzekł – Chodź pogadamy.
Udali się do pokoju Rahula. Obaj zajęli wygodne miejsca. Przez chwilę panowała cisza.
- Chciałbym wiedzieć, czego tak naprawdę chcieli od ciebie Ramzesi – zaczął niepewnie Andy. Rahul spojrzał na niego. Wiedział, że będą musieli o tym porozmawiać. Było tyle niedopowiedzianych słów, tyle zagadek i tajemnic. I jedno proste wytłumaczenie, które przerażało, i które było wielkim zaskoczeniem nawet dla niego.
- Czego ode mnie chcieli... – powtórzył jakby w letargu Rahul – Najlepiej zapytaj o to Josha. To wszystko jest bardzo zagmatwane. Dowiedziałem się o tym po katastrofie samolotu, kiedy doszedłem do zdrowia. To Josh zabrał mnie ze szpitala zanim przybyli ludzie Abhijay’a. Doktor współpracował i donosił Ramzesom o moim stanie. Miałem być kartą przetargową, ich adwokatem, który będzie chronił ich ciemnych interesów. A przede wszystkim zapewnieniem nietykalności. Wielki J nie pozwoliłby skrzywdzić swojego młodszego, przyrodniego brata, chociaż ma prawdziwego – mówił ze spuszczoną głową wpatrując się w drżące ręce.
- Prawdziwego? Co przez to rozumiesz? – dopytywał zaskoczony Andy.
- Tak, prawdziwego... od jednych rodziców – szepnął podnosząc do góry głowę – Abhijay jest prawdziwym bratem Josha – oznajmił. Andy niedowierzając spojrzał na przyjaciela.
- Chcesz powiedzieć, że Josh i Abhijay są braćmi?! – upewniał się czy dobrze zrozumiał przyjaciela – To chyba jakiś żart! Dwa wielkie gangi rządzone przez braci?
- Skłóconych braci, którzy pragną jedynie nawzajem się pozabijać – dodał oschle Rahul.
- Będzie musiał nam wiele wytłumaczyć Josh – oznajmił Andy krzyżując ręce na piersi. Rahul poparzył na przyjaciela.
- Opowiedz mi o Natalii – poprosił ciekaw kim jest jego wybawicielka.
- Natalia.... – zaczął Andy i na chwile zamilkł zastanawiając się, co powiedzieć przyjacielowi – Jej mąż został zamordowany kilka dni temu. Jest polką mieszkającą w Anglii. Jej przyjaciółką jest Monita, którą miałeś przyjemność poznać. Natalia jest bibliotekarką pracującą dorywczo w hospicjum. Tam poznała Sarę i postanowiła jej pomóc – opowiadał.
- Co to ma wspólnego ze mną? – dopytywał zaciekawiony Rahul.
- Otóż, pewnego dnia Natalia znalazła na plaży wasze, twoje i Anjali, zdjęcie. Fotografia była przedarta. Zaciekawiło ją to. Potem pojawiła się Sara i od ojca dziewczynki poznała waszą historię. Trudno w to uwierzyć, ale to Anjalii, a raczej jej duch naprowadził Natalię. Gdyby nie ona.... Gdybym jej wtedy nie poznał.... – opowiadał dalej Andy.
- Jest wspaniałą kobietą – szepnął Rahul lekko się uśmiechając.
- Nie bierzesz jej za wariatkę? – zdziwił się trochę Andy.
- Dlaczego?
- No, wiesz....duchy.... – rzekł niepewnie.
- Różne nieprzewidziane rzeczy się dzieją i zdołałem sam się o tym przekonać. Przez te pięć lat czułem obecność Anjalii przy swym boku. Teraz odeszła.... – odparł i na chwilę zamyślił się. Dopiero teraz uświadomił sobie prawdziwość tych słów. Od pewnego czasu nie czuł już obecności ukochanej. Co to mogło oznaczać? Na pewno początek nowego życia. Spojrzał na Andy’ego. Jego oczy powoli zaczęły się zamykać. Wciąż był bardzo osłabiony.
- Połóż się i odpocznij – powiedział z troską Andy pomagając Rahulowi dojść do łóżka i położyć się.
- Czy Natalia wróci? – zapytał Rahul – Chciałbym osobiście jej podziękować.
- Jestem pewien, że wróci. Musi uporać się ze stratą męża, choć z tego, co wiem to on ja cały czas zdradzał. Natalia chciała unieważnić to małżeństwo. Teraz wróci by zająć się Sarą i tobą – zapewnił Andy, po czym opuścił pokój przyjaciela.
Rahul spojrzał w otwarte okno i powiewającą delikatnie zasłonę. Zdziwiło go to, iż coraz częściej myśli o pięknej i tajemniczej wybawicielce. Wolał o niej myśleć niż o tym, że Ramzesi mogą coś planować, że mogliby skrzywdzić Sarę i Natalię. Kobiety, które coraz mocniej zdobywały jego serce. Przymknął oczy. W jego pamięci stanęła malutka Sara. Dziecko tak okrutnie dotknięte przez los, mimo iż pochodzące z bogatej rodziny. Osierocona przez matkę, odrzucona przez ojca, nieuleczalnie chora. Co to biedne dziecko złego uczyniło, że życie jest dla niej tak bezlitosne? Ale może Sara jest malutkim aniołkiem mającym jakąś ważna misje do spełnienia na tym ziemskim padole? Może to dzięki niej odnajdzie spokój i miłość w ramionach kobiety..... w ramionach Natalii......
Z tymi myślami zapadł w głęboki, spokojny sen. Wiedząc, że jest bezpieczny, że nic mu w chwili obecnej nie grozi.
XXIV rozdział >> poniedziałek, 19 listopada 2007 23:06:50
Natalia niepewnie weszła do gabinetu pana Khan.
- Mogę? – zapytała niepewnie.
- Ależ oczywiście – powiedział nerwowo spoglądając na nią.
- Znaleźliśmy Rahula – szepnęła siadając na fotelu, naprzeciw pana Darshan’a – Boże, gdybyśmy w porę nie przybiegli z pomocą.... – jej głos załamał się. Schowała głowę w drżące dłonie. Pan Darshan podszedł do niej i położył dłonie na jej włosach pochylając się ku Natalii. Dziewczyna otarła łzy i mówiła dalej.
- Znaleźliśmy go na skraju lasu. Jeden z Ramzesów stał mierząc do Rahula z broni. Andy zadziałał instynktownie.
- Gdzie jest teraz Rahul? – zapytał niepewnie pan Darshan. Natalia spojrzała na starszego mężczyznę.
- Jest w szpitalu. Lekarze zajmują się właśnie nim. Był bity, głodzony, podawano mu narkotyki. Kilka dni potrwa zanim wróci do zdrowia – przekazała ocierając łzy. Była wycieńczona. Pragnęła położyć się na miękkim, wygodnym łóżku i zapaść w spokojny sen. Ale jej mąż został zamordowany. Mężczyzna, którego poszukiwała walczy o życie, o czy nie powiedziała panu Khan. I strasznie zaniedbała malutką Sarę. Czuła się z tym strasznie źle. Ale w chwili obecnej jej ciało odmawiało posłuszeństwa. Nie miała pojęcia, dlaczego czuje się tak bardzo wyczerpana psychicznie i fizycznie. Wiedziała jednak, iż musi poprosić pana Darshan’a.
- Chciałabym... – zaczęła zbierając wszystkie pozostałe siły – Chciałabym pojechać do domu. Chciałabym pojechać i pochować męża....
- Ależ naturalnie. Przepraszam, to przez nas – tłumaczył dziadek Sary – Jedź, jedź moja droga a my tu się wszystkim zajmiemy. Może dla wsparcia weź tego miłego chłopaka jakim jest Roy albo swoja przyjaciółkę – zaproponował troskliwie na nią patrząc. Poczuła przypływ wdzięczności dla pana Khana za jego ciepło i zrozumienie.
- Dziękuję bardzo. Jest pan naprawdę wspaniałym człowiekiem. Wrócę jak najszybciej, obiecuję – zapewniła. Pan Darshan pogładził ja po włosach.
- Nie śpiesz się moja droga. Bądź tam tak długo jak tylko będziesz potrzebować i dzwoń – powiedział uśmiechając się delikatnie do niej. Natalia skinęła głową i wdzięczna za wyrozumiałość pana Darshan’a udała się do swojego pokoju.
Samolot wylądował gładko na płycie lotniska. Natalia wraz z Royem wsiedli do taksówki i odjechali w kierunku domu. Gdy wjechali na podjazd z daleka zauważyli policyjną banderolę. Natalia zadrżała. Serce biło jej jak oszalałe. Roy wziął ją pod rękę i niosąc w drugiej bagaże podprowadził do drzwi.
- Nie powinnaś tu nocować ani dłużej zostawać – stwierdził Roy widząc bladą twarz dziewczyny. Natalia skinęła tylko lekko głową, więc zaprowadził ją do niewielkiego domku, w którym mieszkał.
- Jutro mam się stawić na policji – jęknęła pijąc gorącą herbatę, którą zrobił Roy. Mężczyzna usiadł obok niej – Nie mam pojęcia kto mógł to zrobić. I, co teraz będzie z firmą?
- Nie przejmuj się tym...
- Jak mam się nie przejmować! – wybuchła nagle gniewnie spoglądając na przyjaciela – Jak Roy?! Jestem zmęczona... to wszystko mnie przerosło. Straciłam męża. Pokochałam Sarę jak własne dziecko ale niedługo stracę i ją. Zostanę sama Roy! – płakała coraz mocniej i głośniej pozwalając uwolnić się tamowanym emocjom. Roy podszedł i przytulił Natalię.
- Nigdy nie będziesz sama – szepnął jej do ucha. Gdy uspokoiła się zadzwoniła do rodziców. Najbardziej bała się reakcji teściów. Tak jak się obawiała zaczęli obwiniać ją o śmierć syna. Usłyszała wiele niemiłych słów pod swoim adresem, po czym nastąpiło rozłączenie rozmowy.
- Obwiniają cię? – niedowierzał Roy – Przecież to absurd! Nie było cię! Oni nawet nie wiedzą, że ich syn roztrwaniał kasę na jakieś dziwki! A ciebie obarczają winą? Śmieszne! To kpina – oburzył się Roy bardzo poruszony tymi oskarżeniami. Natalia smętnie spojrzała na niego. Wiedziała, ze to dopiero początek, że prawdziwe piekło dopiero przed nią. Ale cóż ona zawiniła? Przecież nie była zła żoną! To on ja zdradzał! Otarła kantem rękawa łzy, uśmiechnęła się blado i poszła do pokoju, który odstąpił jej Roy.
Natalię nękały okropne sny. Jak potwory ujawniały się z zakamarków uśpionego jej umysłu jeden po drugim. Najpierw zobaczyła małą dziewczynkę bardzo podobną do Sary. Mała podniosła do niej zakrwawione rączki.
„Mamusiu” szepnęła przerażona dziewczynka.
Krew była wszędzie. Potem Sarę odepchnął William śmiejąc się diabolicznie i wyciągając dłonie ku niej.
Obudziła się z krzykiem, cała spocona, drżąca na ciele. Pobiegła do łazienki i obmyła twarz zimną wodą. Kiedy tylko ochłonęła z nerwów wróciła do pokoju i położyła się z powrotem.
Rankiem w domu pojawiła się rodzina Williama.
- Jak mogłaś! To twoja wina! – przywitała ja teściowa – Mój biedny Willy – ubolewała kobieta.
- Gdzieś ty była?! – warknął z wyrzutem teść Natalii srogo na nią spoglądając.
- Byłam za granicą. Wyjechałam z jedna z podopieczną naszego hospicjum – odpowiedziała Natalia siląc się na zachowanie rozsądku i spokoju – William zgodził się na mój wyjazd – dodała uprzedzając kolejne pytanie.
- Mówił mi, że chcesz rozwodu! – krzyknęła matka Willa majestatycznie ocierając nos chusteczką.
- Czy państwo wiedzą jakim on był mężem? – prawie krzyknęła Natalia wyprowadzona z równowagi – Łajdaczył się po całym kraju! Nawet nie skonsumowaliśmy naszego małżeństwa. Nic go nie obchodziłam. Bawił się świetnie na tak zwanych „delegacjach”! Ale on teraz nie żyje i powinniśmy zając się jego pogrzebem – dodała przywracając sobie zdrowy rozsądek. Teściowie zamilkli. Wiedzieli doskonale o licznych romansach syna, jednak chcieli kogoś obarczyć za jego śmierć.
- Dziś idę jeszcze na policję – powiedziała już nieco spokojnie Natalia – Ponoć są nowe dowody w sprawie śmierci Willa. A teraz powiedzcie mi proszę – wzięła głęboki oddech – Kiedy i gdzie ma być pochowany Will?
Natalia usiadła wygodnie na krześle i spojrzała na policjanta.
- Pani męża zabił Alexander Bmiters, mąż najnowszej kochanki pana Smith’a. – powiedział spoglądając w akta.
- Więc to była zemsta? – zapytała niepewnie Natalia.
- Na to wygląda – stwierdził – Bmiters sam przyznał się do tego. Dostanie dwanaście lat więzienia albo i więcej.
Natalia skinęła głową i wstała z krzesła.
- Dziękuję bardzo – powiedziała i uścisnęła dłoń funkcjonariusza.
Wracając z komisariatu poprosiła Roy’a by zatrzymał się przy kościele i poczekał. Weszła sama. Jej spowiednik krzątał się po zakrystii.
- Ojcze, czy mógłby ojciec odprawić pogrzeb? – zapytała niepewnie.
- A kogóż moje dziecko? – zapytał zakonnik.
- Mój mąż został zamordowany kiedy byłam z małą Sarą za granicą – szepnęła a pojedyncza łza spłynęła jej po policzku.
- Odprawię moja droga. Powiedz tylko gdzie i kiedy – odparł podchodząc do niej i kładąc dłoń na jej głowie – A jak twoje zadanie?
- Odnalazłam go ojcze – na chwilę rozpogodziła się – Było naprawdę bardzo ciężko. Proszę się o niego pomodlić. Jest w złym stanie.... – Mężczyzna pocałował ja w czoło.
- Idź dziecko. Będzie wszystko dobrze. Modlę się o to – zapewnił. Jak zwykle lżejsza i spokojniejsza wracała do domu. Spowiednik dodawał jej otuchy i wiary w siebie i Niebiosa. Wiedziała, że teraz może wszystkiemu stawić czoło.
I cztery dni później idąc za trumną Williama czuła spokój. Spojrzała w przejrzyste niebo.
Trio, które uwielbiał Will składające się z jego starych kumpli, zaczęło śpiewać jego ulubioną piosenkę. Wsłuchała się w słowa.
Nigdy nie mów kocham, jeśli nie kochasz
Nigdy nie mów myślę, jeśli nie myślisz
Nigdy nie mów wybacz, jeśli nie zasługujesz na wybaczenie
Nigdy nie mów...
Nigdy nie mów nigdy
Nigdy nie mów tego, czego będziesz żałował
Nigdy nie mów tego niewłaściwej osobie
Bo nigdy nie będziesz szczęśliwy
Nigdy nie mów, że nie doprowadzisz jej do łez, jeśli doprowadzasz
Nigdy nie mów, że nie złamiesz jej serca, jeśli łamiesz
Nigdy nie mów...
Nigdy nie mów nigdy
Nigdy
Nigdy nie mów tego czego nie chcesz powiedzieć.
Nigdy
Nigdy nie obiecuj czegoś, czego nie możesz dać
Nigdy nie dawaj nadziei, jeśli jej nie ma
Nigdy
Nigdy!
Nawet jeśli zdawało by ci się, że to sen
U niebios bram pamiętaj
Nigdy nie zostawiaj jej samej
Nigdy nie mów...
Nigdy!
Natalia otarła zły. To koniec. Koniec jej chorego związku z Williamem. Ale dlaczego właśnie tak?
Nie potrafiła i nie chciała dłużej się nad tym zastanawiać. Ksiądz odprawił piękne nabożeństwo w kaplicy. Udzielił ostatniego błogosławieństwa i teraz stała wpatrując się jak czterech mężczyzn powoli opuszcza trumnę do grobu. Podeszła i jako pierwsza posypała trumnę garstką ziemi i wrzuciła czerwoną różę. Potem spokojnie patrzyła jak żegnają się z jej mężem rodzina, przyjaciele, znajomi, osoby, których na oczy nie widziała. Następnie przyjmowała kondolencje i zapewnienia oparcia. Uśmiechała się lekko do wszystkich. Czuła się jak robot wykonujący monotonną czynność.
Dopiero w domu, kiedy została sama ze swoimi myślami rozpłakała się jak małe dziecko.
- Cóż ja teraz pocznę? – jęknęła. Poszła do łazienki i wzięła cos na uspokojenie. Wiedziała, że tej nocy bez tabletek nie uśnie. Był to bowiem strasznie męczący dla niej dzień i cieszyła się, iż właśnie się skończył. Położyła się spać i nawet nie wiedziała, kiedy nastał kolejny dzień.
Obudził ją trzask drzwi. Zerwała się przestraszona.
- Przepraszam – dobiegł ja z kuchni głos Roya. Szybko wstała i ubrała się. Na stole w kuchni czekała na nią świeżo zaparzona kawa.
- Co teraz? – zapytał nagle Roy wyczekująco wpatrując się w Natalię.
- A, co ma być? – zapytała upijając łyk kawy – Wracamy do Indii. Wracam do Sary – dodała pewnie i spokojnie, przekonując samą siebie, że to dobry pomysł. Przecież musi poznać Rahula. Wypiła jeszcze jeden łyk kawy. „ Dobrze postępuję” powiedziała i uśmiechnęła się lekko. Zaczyna się nowy rozdział w jej życiu.
XXIII rozdział >> czwartek, 25 października 2007 22:21:28
" Miłość dodaje otuchy
jak promień słońca
po deszczu."
W.Szekspir
Upłynęło kilka godzin zanim Monita zdołała uspokoić na tyle Natalię by ta opowiedziała, co się stało.
- Ktoś poinformował policję o dziwnych odgłosach dochodzących z naszego domu. Kiedy przyjechał patrol.... znaleźli.... oni.... zmasakrowane ciało zaleźli – szepnęła nie mogąc pojąć kto i dlaczego to zrobił – Kazali mi wracać do kraju....
- Wrócisz? – zapytała niepewnie Monita.
- Nie wiem, ja nie wiem – szlochała Natalia.
Monita chwyciła swoja torebkę i wyciągnęła z niej tabletki na uspokojenie.
- Weź to i połóż się – powiedziała troskliwie. Natalia posłusznie wzięła od przyjaciółki tabletki, popiła je wodą i ułożyła się na łóżku – Zadzwonię do Andyego i powiem Royowi – dodała Monita biorąc telefon komórkowy i wychodząc na taras.
Następnego dnia Andy zjawił się w rezydencji Khanów. Zebrali się w gabinecie pana Darshan’a by spokojnie porozmawiać i ustalić dalsze etapy poszukiwań.
- Moi informatorzy potwierdzili dotychczasowe nasze odkrycia – powiedział Travis. Siedział wygodnie w fotelu a na kolanach trzymał teczkę z informacjami, które udało mu się zebrać.
- Natomiast moi donieśli, że Rahul po rzekomej śmierci brata chciał przyjechać tu do Lucknow, jednak został złapany przez Ramzesów w Sitapur. Tam niestety się ślad urywa – przekazała Monita. Natalia siedziała ubrana w biały kameez z włosami splecionymi w warkocz i opadającymi na prawe ramię. Miała podpuchnięte oczy od łez. Mimo iż nie łączyła ją głębsza więź z Willem to jednak była jego żoną i w pewnym stopniu przyzwyczaiła się do niego. Zastanawiała się nad powrotem na Anglii. Przecież musi zorganizować pogrzeb, zawiadomić resztę rodziny. Ale, co potem?
- Natalia? – zwrócił się do niej Andy. Spojrzała na niego mętnym wzrokiem. Czuła się strasznie zagubiona. Co ja mam teraz robić? Przemknęło przez jej myśli.
- Natalio wiemy przez, co musisz teraz przechodzić ale.... – zaczął Andy.
- Ale jesteśmy bardzo blisko odnalezienia Rahula, bo po to przyjechałaś – dokończył za niego Roy. Kobieta spojrzała na nich. Mięli rację.
Zamknęła oczy i starała się skupić na Rahulu. Nie potrafiła się skoncentrować, jednak czuła, że odpowiedź jest blisko. I wtem, w jej pamięci stanęły obrazy wizji jaką miała przed wyjazdem, zanim zaczęła cokolwiek planować. Anjali zaprowadziła ja na skraj parku. Przerażona otworzyła oczy.
- Macie mapę kraju? – wydukała niezrozumiale. Pan Khan podał jej mapę. Nerwowo rozłożyła ją na biurku i zaczęła wodzić palcem. Znalazła Lucknow, potem Sitapur.
- To musi być niedaleko... – szepnęła.
- Czego szukasz? – zdziwiła się Monita bacznie obserwując przyjaciółkę.
Natalia przesunęła dłoń w górę i znalazła.
- Dudhwa National Park a obok jest Palia Kalan ..... chociaż nie ... najbliżej jest .... idealnie ... – mruczała a jej twarz pojaśniała – Kuthia!
- Myślisz, że tam go przetrzymują – rzekł niepewnie Andy. Natalia pewnie pokiwała głową. Dłużej nie namyślając się Travis wyszedł na korytarz i zadzwonił po ludzi ze swojej jednostki.
- Za dwadzieścia minut przyjadą moi ludzie i ruszymy do Kuthia – przekazał wracając do pomieszczenia.
- Jadę z tobą – oznajmiła Natalia zrywając się z miejsca.
- Nie ma mowy – rzekł stanowczo.
- Tylko ja mogę go odnaleźć! – ucięła dyskusję i pobiegła na górę by się przebrać.
Pół godziny później siedziała w samochodzie razem z Andym i jego kolegą.
- Dam ci kamizelkę by cię uchronić ale błagam uparciuchu, trzymaj się z tyłu – tłumaczył podczas jazdy. Natalia uśmiechnęła się. Polubiła Travisa. Wydał się jej bardzo przyjacielski i opiekuńczy.
Natomiast Andy nie był zadowolony z tego, że Natalia jedzie z nimi. Bał się o nią, nie chciał by spotkało ją coś złego. Lecz tak bardzo zaangażowała się w odnalezienie Rahula, że nic nie jest jej chyba w stanie odciągnąć, zwłaszcza gdy są tak blisko. Przez resztę drogi Andy omawiał z kolegą plan akcji. Natalia wystraszyła się lekko na widok broni. Spojrzała na Andyego. Kiedy jego dłoń dotykała pistoletu zamieniał się w łowcę. Jego ciało stawało się jednością z zabójczą bronią. Przez krótkofalówkę przekazał kilka informacji pozostałym swoim ludziom. Nagle Natalia przypomniała sobie coś.
- Dlaczego mówiłeś, że Josh rzekomo nie żyje? – zapytała utkwiwszy wzrok w mężczyźnie. Agent spojrzał na nią.
- Bo kilka dni temu oddał się dobrowolnie w nasze ręce – oznajmił.
- To dlaczego do cholery nic mi nie powiedziałeś?! – oburzyła się.
- Długo by wyjaśniać. Poddał się bo chciał nas prosić byśmy znaleźli Rahula. Powiedziałem mu, że już to robimy – tłumaczył patrząc jej prosto w oczy.
- Jesteśmy prawie na miejscu – oznajmił kierowca.
- Delta1, Bravo, Charle – powiedział przez krótkofalówkę – Wiecie, co macie robić. Dostaliście rysopis Rahula. Jeśli nie musicie – nie zabijajcie. Róbcie to w ostateczności.
Wysiedli z samochodów. Andy porozumiewał się z ludźmi poprzez ustalone gesty dłoni.
Natalia szła zaraz za nim. Otoczyli stary budynek i na znak weszli do środka.
Rahul wykorzystał moment, gdy był prowadzony do Abhijay’a. Nagle wybuchło zamieszanie.
- Cholera jasna! – zaklął po angielsku mężczyzna. Rahul osunął się na kolana – A ty, co? – warknął osiłek schylając się do niego. Na to właśnie liczył. Wyprowadził kilka szybkich, energicznych ruchów i ogłuszył zaskoczonego gangstera. Z trudem, utykając skierował się ku wyjściu. Już był przy drzwiach gdy usłyszał głos.
- Nie uciekniesz!
Przyśpieszył na tyle na ile pozwalało mu chore kolano. Wybiegł na zewnątrz. Było już ciemno. Dotarły do niego przytłumione odgłosy wystrzałów. Pochylił tułów do przodu i ostatkiem sił biegł po wolność. Czuł oddech wroga na plecach. W uszach zaczynało mu dzwonić a obraz przed oczyma rozmazywał się. Nie teraz! Mówił w myślach, nie możesz się teraz poddać!
Biegł zaraz przy skraju parku. Nie wiedział już czy potyka się o jakieś kamienie czy o własne nogi. Człowiek, który chciał go z powrotem złapać był tuż za nim.
- Nie mogę... – jęknął bezradnie. Zatrzymał się przy najbliższym drzewnie i uchwycił. Kiedy podniósł głowę ku górze świat zawirował przed jego oczami.
Ktoś nagle go pchnął. Uderzył w pień drzewa i upadł na trawę.
Natalia wybiegła z budynku i rozejrzała się.
- Gdzie on jest? – powiedziała do siebie czując narastające zdenerwowanie. Po chwili obok niej stanął Andy.
- Nigdzie go nie znaleźliśmy – wydyszał. Natalia niepewnie ruszyła przed siebie, a Andy za nią.
Wtem do ich uszu dotarł przeraźliwy krzyk. Oboje wiedzieli, czyj to był krzyk i nie zastanawiając się pobiegli w stronę, z której dobiegał.
XXII rozdział >> czwartek, 18 października 2007 22:23:37
Natalia i Monita prawie cały dzień spędziły niecierpliwie wyczekując wiadomości od Andy’ego. Natalia zaraz po porannej rozmowie z nim o wszystkim opowiedziała przyjaciółce.
- Myślisz, że to, co zobaczyłaś we śnie jest prawdą? – szepnęła kiedy bawiły się w ogrodzie z Sara.
- Mam przeczucie, że Anjali prowadzi mnie właściwą droga – mruknęła Natalia.
- A, co z Williamem? – zapytała niepewnie dziennikarka. Natalia spochmurniała. Nie miała najmniejszej ochoty teraz zastanawiać się nad swoim mężem. Tak naprawdę dla niej był to już rozdział zamknięty. Wtem zadzwoniła jej komórka. Natalia nerwowo odebrała telefon.
- Tak?
- Możemy się spotkać? – usłyszała głos Andy’ego.
- Teraz? – zaniepokoiła się – Co powiem państwu Khan?
- Natalia miałaś racje i o tym właśnie chce z wami porozmawiać. Może czas wtajemniczyć państwo Khan? – powiedział. Natalia chwilę się zastanawiała po czym odpowiedziała.
- Wymyśle coś. Jest stanowczo za wcześnie by mówić im o tym. Gdzie mamy przyjechać?
- Spotkajmy się przy głównej bramie ZOO – zaproponował – Za pół godziny.
- Dobrze – westchnęła ciężko – Będziemy – dodała i zakończyła połączenie.
- Za pół godziny przed ZOO mamy się z nim spotkać – przekazała Monicie – Tylko, co powiemy państwu Khan?
- Mała zaraz będzie szła spać – zaczęła Monita – Po prostu powiemy, że jedziemy zobaczyć jak wygląda miasto po zmroku i wrócimy za jakieś dwie godziny.
Natalia zamknęła oczy. „Czy dobrze robimy?” pomyślała ale wiedziała, że nie ma już odwrotu. Poszły zaprowadzić Sarę do pokoju, po czym udały się do Roy’a.
- Roy jedziemy do ZOO – powiedziała ostro Monita.
- Do ZOO o tej porze? – zdziwił się mężczyzna.
- Jedziemy na spotkanie z Andym – wytłumaczyła szeptem Natalia.
- Chyba, że tak – odparł biorąc kurtkę z krzesła – No to w drogę.
- Jeszcze trzeba powiadomić ... – zaczęła nieśmiało Natalia.
- Ja to zrobię. Idźcie do samochodu – oznajmił Roy. Kobiety spojrzały zaskoczone na niego.
- To idziemy – wykrztusiła Monita – Może on jako mężczyzna i na dodatek w połowie hindus lepiej się dogada z dziadkami Sary – zauważyła. Wyszły przed dom i wsiadły do czarnego auta. Po chwili zjawił się uśmiechnięty Roy.
- Załatwione, możemy jechać – oznajmił doniośle.
- Jesteś kochany – powiedziała Natalia uśmiechając się do niego.
Po kilku minutach jazdy zatrzymali się na parkingu przed ZOO. Wysiedli z samochodu i udali się przed główną bramę. Gdy tylko tam dotarli zjawił się Andy z jakąś teczką.
- To nasz ochroniarz i przyjaciel Roy – przedstawiła Natalia.
- Agent Federalny Andy Travis – przedstawił się i wymienił uścisk dłoni z Royem.
- Wejdźmy – powiedział Andy – Rozmawiałem z kierownikiem ZOO, który udostępni nam swoje biuro – wyjaśnił. Weszli przez dużą bramę i skierowali się w stronę budynku gospodarczego. Po drodze mijali klatki z różnymi zwierzętami. Natalia poczuła pewną więź, która była między nią a zamkniętymi w niewoli zwierzętami. Ona również była w niewoli, ale miała pewność, że już wkrótce to się zmieni. A te biedne zwierzęta zawsze będą w zamknięciu.
Weszli do biura i usiedli przy niewielkim biurku.
- Więc, czego się dowiedziałeś? – zapytała zaciekawiona Monita.
- Natalia miała rację – zaczął kładąc teczkę na blat biurka – Pojechałem z ekipą do Kaszmiru. Nie miałem pojęcia od czego zacząć. Miejscowa policja nabrała wody w usta i udawała, że nic nie wiedzą. Więc zaczęliśmy węszyć i wypytywać miejscowych. Było ciężko ale udało nam się dotrzeć do pewnego człowieka imieniem Vijay. Powiedział nam, że ponad cztery lata temu przybył do Kaszmiru gang Josha i zatrzymał się na kilka dni. Josh udał się w bardziej odległe tereny, gdzie mieszkał Szalony Zielarz. I my się tam udaliśmy. Niestety znaleźliśmy tylko zgliszcza domu, w którym mieszkał. Lecz Vijay powiedział, że Josh dwa lata temu przyjechał po kogoś i wywiózł zanim przyjechali ludzie z przeciwnego gangu. Szalony Zielarz zdołał zbiec, więc wściekli Ramzesowie spalili jego dom – powiedział zerkając w dokumenty.
- A więc nic tak naprawdę nie wiemy – powiedziała rozczarowana Natalia.
- Czy ja cos takiego powiedziałem? – odparł Andy unosząc jedną brew do góry i lekko się uśmiechając.
- Masz coś jeszcze? – zapytała zaciekawiona Monita. „Andy naprawdę jest dobry w tym, co robi” pomyślała.
- Mój informator zadzwonił kiedy wracaliśmy z Kaszmiru i oznajmił, że wpadł na trop tajemniczego mężczyzny wiekiem odpowiadającemu Rahulowi w prywatnym szpitalu....
- Szpitalu? – wpadła mu w słowo Natalia.
- Spokojnie – rzekł odczekując chwilę by Natalia się uspokoiła – To raczej klinika gangsterów gdzie przeprowadza się operacje plastyczne.
- chcesz powiedzieć, że Rahul poddał się operacji zmienienia wyglądu – wtrącił się do rozmowy Roy.
- Z tego, co mi wiadomo to usunięto mu tylko blizny z twarzy. Przefarbował na jasno włosy, zamiast okularów – szkła kontaktowe zmieniające barwę. Wyrobiono mu nowe dokumenty i w kartotekach w Mumbaiu, gdzie przez dwa lata się ukrywał, figurował jako Aryan Donavon – muzyk. Dowiedziałem się, że wtedy też planował wrócić do Anglii, do ukochanej Anjali ale nastąpiły w nieście zamieszki, w których ponoć zginął Josh a kiedy dowiedział się o śmierci Anjali jego świat się zawalił. Mój informator twierdzi, że gangowi Ramzesów jakiś czas temu udało się porwać Rahula – zakończył i zamilkł. W pomieszczeniu zapanowała głęboka cisza.
Natalia oparła głowę o rękę. „ Co teraz?” zastanawiała się ”Jak go odnajdziemy?”. Spojrzała na agenta.
- Świetnie się spisałeś, ale co teraz? – powiedziała.
- Będziemy szukać dalej – westchnął – Coś jednak mi nie daje spokoju.
- Co takiego? – zapytała Monita badawczo spoglądając na mężczyznę.
- Dlaczego aż tak Ramzesi uwzięli się na Rahula? Czego tak naprawdę chcą od niego? – podzielił się swoimi rozważaniami.
- Masz rację – poparła go Monita – Wiecie, co.... Zadzwonię to moich informatorów i powiem by powęszyli. Moim zdaniem Rahul posiada coś bardzo cennego, na czym niewątpliwie zależy Ramzesom.
- Tak, tylko, co to jest? – zauważył Roy.
- Na dziś wystarczy – powiedział Andy. Widać było iż jest zmęczony, więc postanowili wrócić do domów.
- Będziemy jak zwykle w stałym kontakcie – powiedział Andy, kiedy zatrzymali się przed główną bramą ZOO.
- Dziękuję – powiedziała Natalia i pocałowała go w policzek – Dobranoc – dodała.
- Dobranoc – odpowiedział i udał się do swojego samochodu.
Gdy tylko dotarli do domu Monita zaczęła wydzwaniać do swoich informatorów. Natalia i Roy poszli do kuchni po coś do jedzenia.
- To już mamy jakiś trop – zauważył Roy nakładając sobie jedzenie na talerz.
- Tak i na pewno wiemy, że żyje – odpowiedziała.
- Kto żyje? – usłyszeli nagle głos. Do kuchni wszedł pan Darshan, dziadek Sary. Natalia wystraszona spojrzała na Roya – Chcę wiedzieć, co tu tak naprawdę się dzieje! – zażądał zdenerwowany. Natalia i Roy wiedzieli, że nie mają innego wyboru jak wtajemniczyć pana Khana.
- Możemy porozmawiać w bardziej prywatnym miejscu? – zapytał niepewnie Roy. Pan Darshan poprowadził ich do swojego gabinetu i zamknął drzwi. Usiedli wygodnie.
- To bardzo długa historia – zaczęła Natalia z wzrokiem wbitym w roztrzęsione dłonie – Rahul nie zginął w katastrofie lotniczej – przekazała. Pan Khan spojrzał najpierw na Natalię a potem na Roya.
- To nie prawda! – uniósł się z oburzenia.
- Mamy na to dowody – zapewnił Roy i zaczął opowiadać wszystko panu Khan. Wiedział, że jemu jako mężczyźnie prędzej uwierzy niż Natalii.
Kiedy skończył nastąpiła długo cisza. Pan Darshan zakrył twarz dłońmi i coraz ciężko wzdychał.
- Co zamierzacie teraz? – zapytał spoglądając na nich niepewnie.
- Monita i Andy skontaktują się ze swoimi informatorami – szepnęła Natalia – Będziemy szukać. Panie Darshan obiecałam, że odnajdę Rahula i to zrobię.
- Dziękuję, dziękuję wam bardzo – powiedział patrząc załzawionymi oczyma na Natalię – Jesteś wspaniałą i odważna kobietą.
Natalia uśmiechnęła się nieśmiało. Czuła się zdecydowanie lepiej, po tym jak powiedzieli panu Khan o Rahulu.
- Mam prośbę – zaczął Roy – Pańska żona.... ona nie powinna jeszcze wiedzieć. Nie dawajmy jej złudnych nadziei.
- Masz całkowita rację. Bardzo przeżyła śmierć Rahula i Anjali i byłoby niewłaściwe wlewać jej przedwcześnie nadzieję – zgodził się dziadek Sary – Idźcie teraz spać – dodał uśmiechając się do niech.
Natalia z Royem udali się do swoich pokoi. Monita niecierpliwie spojrzała na przyjaciółkę, a kiedy ta oznajmiła iż powiedzieli panu Khan całą prawdę znieruchomiała niedowierzając.
- I jak? – przemówiła przyglądając się Natalii.
- Nie było aż tak źle – powiedziała Natalia siadając w fotelu – Dziękował nam i pytał się, co dalej.
- Musimy czekać na wiadomości od naszych informatorów – rzekła gorzko Monita – Ale już jesteśmy blisko.
- Czy aby nie za blisko? – westchnęła Natalia.
Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Natalia szybko odebrała by nie obudzić śpiącej Sary.
- Tak, słucham? – powiedziała i jak zahipnotyzowana wsłuchała się w wiadomość. Monita bacznie przypatrywała się coraz bladszej twarzy przyjaciółki.
- Dziękuję – wyksztusiła Natalia i odłożyła komórkę.
- Natalia?
- Will..... – zaczęła drżącym głosem a w jej oczy napłynęły łzy – William..... on... on został.... on nie żyje.... Boże, on został zamordowany w naszym domu! – szepnęła wybuchając głośnym szlochem.
XXI rozdział >> środa, 17 października 2007 21:49:10
- Natali? – ponownie lecz niepewnie odezwała się Monita. Rozpoznała, że stało się coś przykrego i bez dopytywania podeszła i przytuliła przyjaciółkę. Kiedy Natalia trochę uspokoiła się i ochłonęła z emocji zaczęła drżącym głosem mówić:
- Odebrała jakaś cizia... oni....oni .... – nie mogło przejść jej przez gardło – Oni zabawiali się ... Myślałam, że .... jaka ja głupia byłam sądząc, że uda się jeszcze to małżeństwo uratować. Jak tylko wrócę do domu zażądam rozwodu i powiem rodzicom o wszystkim.... Dłużej tego nie zniosę – żaliła się przyjaciółce. Monita pogładziła ją po głowie.
- Teraz musisz zająć się Sarą i .... – nie dokończyła bo właśnie do pokoju wbiegła radosna dziewczynka. Mała wdrapała się na kolana Natalii i podarowała piękny kwiat, który zerwała w ogrodzie dziadków. Natalia otarła ostanie łzy i uśmiechnęła się do dziewczynki.
- Pójdziemy się pobawić w ogrodzie? – zapytała Sara – Maksio się o was pyta.
- Już idziemy kochanie – odpowiedziała Monita wstając. Wyszły do dużego i pięknego ogrodu. Na trawie leżał rozłożony kocyk a na nim misio i inne zabawki, które dziewczynka dostała od dziadków.
- Dobranoc – powiedziała Natalia wieczorem kładąc już małą spać – Słodkich snów – dodała całując Sarę w czoło, po czym poszła do łazienki zrobić sobie kąpiel. Weszła do gorącej wody, do której wlała olejki i zanurzyła się. Potrzebował relaksu by móc zastanowić się nad swoim życiem i zaistniałą sytuacją. Nawet nie zauważyła jak ociężałe powieki zamknęły się jej.
Czyjś głos w umyśle Natalii zaczął cicho nucić piosenkę:
Ciemność....
Wszędzie ciemno....
Słychać przyspieszone bicie czyjegoś serca....
Szybki, urywany oddech wyrywa się z czyjejś piersi....
Krzyk....
Tak przeraźliwy i rozpaczliwy, błagający o szybkie zakończenie....
O to by oprawca zadał ostateczny cios....
Śmiertelny cios....
Ciemność....
Wszędzie ciemno....
Wyciągnij dłoń – spójrz jestem tu!
Uratuj mnie!
Wybaw....
Krzyk...
Ciemność....
Oszalałe serce nie potrafi się zatrzymać...
Każda część ciała krzyczy w nadziei, ze ktoś usłyszy i wybawi....
Dusza pragnie uciec...
Wyrwać się z ciała pochłoniętego bólem....
Pochłoniętego ogniem....
Deszcz....
Święty deszcz przynosi ukojenie....
Zabiera ból, przenosi duszę do oazy spokoju....
Napełnia chwilowym spokojem....
Kiedy jutro nie nadejdzie skończy się cierpienie.....
Nastanie jasność....
Czas słońca przegoni burzowe chmury....
Nadejdzie cisza....
W powietrzu uniesie się cudowna woń....
Delikatny wiatr owieje ostatni krzyk rozpaczy....
Uratuj mnie....
Wybaw...
Uratuj mnie .... Wybaw.....
Te słowa odbijały się niespokojnie w uśpionym umyśle Natalii.
Z ciemności wyłoniła się postać. Ta sama postać, co wcześniej. Młoda, śliczna kobieta w białym sari.
- Wiem, że dasz radę – powiedziała pewnym dźwięcznym głosem uśmiechając się - Pokażę ci – dodała i wtem obraz się zmienił. Natalia zobaczyła dom w górach. Widok napawał surowością, lecz można było również odczuć coś niespotykanie ciepłego w tym widoku. Natalia przyjrzała się bliżej domowi. Było w nim coś charakterystycznego.
Nagle poczuła, że się topi.....
Zaczęła gwałtownie machać rękoma. Nie mogła zaczerpnąć powietrza. Zaczęła krzyczeć.
- Natalia?! – usłyszała głos wystraszonej Monity. Otworzyła oczy. Wciąż była w wannie. Wstała i zaczęła pospiesznie się wycierać.
- Natalia, co się stało? Czemu krzyczałaś w łazience? – zapytała zaniepokojona dziennikarka, kiedy Natalia wróciła do pokoju.
- Przysnęłam i coś mi się przyśniło – wyjaśniła niepewnie.
- Jesteś przemęczona, idź spać – powiedziała Monita udając się do łazienki.
Natalia ułożyła się wygodnie na łóżku. Bała się teraz zasnąć. A jeśli znów coś jej się przyśni?
Jednak powieki same się jej zamknęły i po chwili znów zapadła w sen.
Czuła okropny ból. Otworzyła ociężałe powieki. Obraz był zamazany i niewyraźny. Była w ciemnym, wilgotnym pomieszczeniu. Ostrożnie poruszyła się. Jej ciało zaprotestowało. Każdy mięsień jej ciała wył w rozpaczliwej agonii. Czuła wewnętrzny ogień, który próbował strawić ja od środka. Ostatkiem sił usiadła i wtedy zrozumiała.
Nie była w swoim ciele.
To ciało należało do kogoś innego....
Należało do ......
- Rahul – obiło się echem po pomieszczeniu. Uniosła głowę i spojrzała w kierunku drzwi – Rahul, Rahul.... dlaczego nie chcesz współpracować? Tak byłoby prościej, nie musiałbyś tyle cierpieć – mówił głos przez zamknięte drzwi.
- Wypchaj się – poczuła jak porusza spierzchłymi od pragnienia wargami.
- Twój opór na nic się nie przyda i tak go złamiemy, prędzej czy później ale tak się stanie – mówił bardzo pewny siebie, stanowczy głos. Mężczyzna zza drzwi po chwili zaczął demonicznie się śmiać.
Zamknęła oczy.
Nie chciała więcej na to patrzeć, nie chciała czuć tego bólu.
- Pomóż mi, błagam – dotarło do niej ciche błaganie skatowanego mężczyzny.
- Pomogę Rahulu tylko wytrzymaj – odpowiedziała zdeterminowana Natalia – Wyrwę cię z ich rąk! Obiecuję!
Natalia obudziła się wcześnie rano. Szybko ubrała się i zbiegła na śniadanie. Wiedziała, że musi jak najszybciej skontaktować się z agentem Travisem. Może to, co widziała na coś się przyda. Niepewnie podczas posiłku zaczęła wypytywać babcię Sary o ciekawe i spokojne miejsca idealne do zwiedzania położone w górach.
- Jeśli byś chciała zasmakować prawdziwych gór to jedynie zachodnie Himalaje i głębokie doliny rzek Indus i Czenab – powiedziała długo nie zastanawiając się kobieta – Ale to bardzo daleko. Tak naprawdę to jest na pograniczu Indii i Pakistanu, Kaszmir.
Natalia uśmiechnęła się i podziękowała dodając:
- Tak tylko pytałam. Nie znajdę czasu by tam pojechać, ale może kiedyś jak będę miała okazję to wybiorę się tam.
Pobiegła do swojego pokoju, chwyciła za telefon i wyszła na taras. Podczas krótkiej rozmowy z Andym poprosiła by sprawdził trop prowadzący właśnie do Kaszmiru.
- Ale czy ty wiesz dziewczyno ile tam jest takich domów? Jak znajdę ten właściwy? – usłyszała w odpowiedzi – Może coś lokalne władze będą wiedziały i raczą się z nami podzielić informacją – westchnął – Zadzwonię jak tam dotrę i porozmawiam z tamtejszymi – zapewnił rozłączając się a Natalię przepełniło uczucie, że są bardzo blisko odnalezienia Rahula.